Myślałem ostatnio…
poniedziałek, listopad 26th, 2007… o wydarzeniach w Edenie. W sumie niby drobna sprawa - zerwanie owocu. Czyn w zasadzie moralnie neutralny. Jednak w całym tym opisie uderzyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że Pan uczy nas posłuszeństwa absolutnego. Mam na myśli to, że On wie najlepiej co jest dla mnie dobre i nawet jeśli będę się dziwił, że daje pozornie absurdalne, mało istotne i wydawałoby się nieważne przykazanie, to muszę być posłuszny nawet w najmniejszej sprawie. Bo konsekwencje mogą być opłakane. Druga rzecz jest bardziej optymistyczna. Bóg gra z nami fair i nie zastawia na nas pułapek. Jeśli grozi nam utrata zbawienia za coś, to zawsze przed tym jasno, wyraźnie i niedwuznacznie ostrzega. Nie może być zatem sytuacji, w której wierzący zostaje potępiony na podstawie czegoś, czego jasno nie naucza Pismo. Lubię mojego Boga :) . Właśnie za to, że jest uczciwy względem nas.