Archive for kwiecień, 2008

Morderca

poniedziałek, kwiecień 28th, 2008

Lubię mordować Twoje marzenia. Lubię patrzeć jak cierpisz i miotasz się, raz w upojnym szczęściu, raz w skrajnym niepokoju. Huśtam Twoim nastrojem z przyjemnością, nie mogę się nasycić tym widokiem. Wiesz, że jestem mistrzem odwrotności. Delektuję się, gdy uda mi się przedstawić Twoje marzenia jako te, które wypływają z najgorszych zakamarków Twojego serca. Wiesz, że potrafię do tego przekonać nawet tych, których kochasz. Inaczej - zwłaszcza tych, których kochasz. Że to trudne? Ha, zależy dla kogo… Przecież jestem w tym dobrym fachowcem. I wiem, co boli najbardziej. I cieszy mnie jak Cię boli… Ale wiesz, co mnie cieszy jeszcze bardziej? Te chwile, gdy inni tak wmawiają Ci podłość, podstęp i zdradę, że sam zaczynasz wierzyć, że właśnie taki jesteś. Bo jesteś. Mnie nie oszukasz. Wiem, że jesteś taki jak ja. Oczekujesz uznania, szacunku i hołdu. A nawet jeśli taki nie jesteś, to będziesz. Dlatego będę mordował Twoje marzenia kawałek po kawałeczku, obdzierał Cię ze złudzeń jak pomarańczę, wycisnę jak cytrynę. Na końcu nie zostanie z tego nawet proch. Jedynie poczucie krzywdy, zniechęcenie i zgorzknienie. Przekonam Cię, że czego tylko się dotkniesz, zamieni się w niszczący ogień. Przekonam Cię, że od początku tego pragnąłeś, że to właśnie było Twoim celem. Mówisz, że ucierpi przez to wielu niewinnych? Ach, to świetna nowina. Jestem wszak mordercą marzeń.

Wiesz, będę szczery… Widziałem wielu takich, którym coś się wydawało. Że można żyć pełniej, piękniej i bliżej Tego, Który Mnie Wciąż Prześladuje. Spotkasz ich dzisiaj na skarpach, samotnie oglądających zachód słońca albo wpatrujących się w odpływający donikąd stateczek. Zapytaj ich czy są szczęśliwi… Nie muszę Ci mówić, że lubię takie widoki. To rozkosz dla mego serca (choć niektórzy twierdzą, że go nie mam), to rozkosz dla mych oczu. Już od tysięcy lat. Więc zamorduję Twoje marzenia… I nie drgnie mi nawet powieka… Popatrzę jak dogorywa Twoja nadzieja… Poczekam na Twoją samotność… Przecież wiem, że to ona powraca do Ciebie tak często w snach… Zaczekam z utęsknieniem, lecz cierpliwie… bo widzę, że gdzieś nad Tobą już zasypia muzyka. Wszak nie na próżno zwą mnie mordercą marzeń…

Czytam właśnie…

sobota, kwiecień 19th, 2008

… Księgę Sędziów i Królewskie. Do dzisiaj zastanawia mnie to, w jaki sposób Bóg zareagował na chęć wyboru króla przez Izraelitów, a raczej to - dlaczego tak zareagował. Dlaczego wybór króla był Jego “wzgardzeniem”? Gdy porównuje się Księgę Sędziów z Królewskimi, można dostrzec pewne ciekawe rzeczy. W czasach sędziów Izrael zazwyczaj walczył z wrogiem zewnętrznym - w czasach królów często pomiędzy sobą. W czasach sędziów odstępstwo pojawiało się, ale nie było tak bardzo natężone jak w czasach królów. W czasach sędziów Izrael był generalnie jednością, w czasach królów rozpadł się na dwie części prowadzące ze sobą bratobójczą wojnę. Epoka królów zakończyła się tragicznie - najazdem na Judę, zniszczeniem świątyni i deportacją Żydów do Babilonu… Tak sobie myślę, że nieszczęścia związane z królami były w dużej mierze spowodowane dynastycznym panowaniem. W czasach sędziów Bóg powoływał na sędziego tego kogo chciał, z różnych rejonów Izraela i z różnych pokoleń. Powoływał jedynie mężów (i niewiasty!) godnych i pobożnych. Generalnie, “na wejściu”, każdy powołany był z Bożego punktu widzenia optymalnym człowiekiem do przewodzenia Izraelowi. W czasach królów było już jednak inaczej… Co prawda pierwszych królów wybrał osobiście Bóg, ale potem było już tylko gorzej. O ile wcześniej mógł być na sędziego powołany każdy, którego sobie Pan upatrzył, o tyle później zapanowała monarchia dynastyczna. No i jeszcze pół biedy jak się trafił król mądry, znacznie częściej jednak mamy do czynienia z królem, który odwodził Izraela od wiernego służenia Panu. I tak sobie myślę, że ta historia to nie tylko dawne czasy… Tam gdzie pojawiają się w Kościele rządy “dynastyczne”, hierarchiczne - tam znacznie częściej może pojawić się problem…