Archive for wrzesień, 2008

Pod prąd…

niedziela, wrzesień 28th, 2008

“Coraz bliżej Ciebie być - tego pragnę.

Chociaż czasem trzeba iść pod prąd…

Suchą stopą przejdę dziś, po tej wodzie

Twoje ręce to mój ląd”

Co prawda czasami trzeba - tak jak w tej piosence TGD - iść pod prąd, jednak bez Jezusa sprowadza się to zazwyczaj do agresywnego promowania swojej osoby i swoich poglądów, oraz przeciwstawiania się czemuś dla samego przeciwstawiania. Taka postawa prędzej czy później rodzi gorzkość, żółć i skrywaną bądź też jawną niechęć do tych, których zdanie bywa odmienne. Tylko z Jezusem płynięcie pod prąd jest łagodne, ciche i pełne pokoju. Tylko On daje przy tym siłę, by nie dać się unieść fali, lecz trwać z Nim do końca. Bez względu na konsekwencje.

Dziękuję Panie, że mnie tego uczysz. Dziękuję za każdy dotyk łagodności, współczucia, przebaczenia i miłosierdzia. Umarłbym bez tego już dawno.

Wstyd…

czwartek, wrzesień 25th, 2008

… pojawia się u mnie często po lekturze takich książek jak “Płomienne serca”. To kilka świadectw chrześcijan żyjących w krajach muzułmańskich, buddyjskich, hinduistycznych czy też ateistycznych. Ogrom ich odwagi, poświęcenia codziennego życia, cierpień jakie znoszą dla Pana powoduje to, że przychodzą mi przed oczy te wszystkie godziny, które zmarnowałem… Te zajęcia, których nie powinienem się podejmować…  Te słowa, których wypowiedzieć nie powinienem… Ten luksus, w którym (w porównaniu z nimi) przychodzi mi żyć… Trudno w takich chwilach myśleć o sobie jako o kimś, kim Pan się zajmuje i o kogo się troszczy. Trudno myśleć o swoich problemach jako o poważnych. Trudno też swoje doświadczenia traktować jako srogie. Pozostaje jednak radość, że tam, gdzieś, Pan ma takich ludzi, dla których chrześcijaństwo nie sprowadza się do kawy i herbaty z zaproszonymi w niedzielne popołudnie gośćmi. Oni krwią płacą za swoją wiarę. Krwią swoją, albo - co gorsza - krwią swoich najbliższych.