Matt Redman…

… to jeden z moich ulubionych chrześcijańskich muzyków. Parę słów z jego książki “Czciciel o niegasnącym sercu”:

“Jest w uwielbieniu trend, który coraz bardziej mnie niepokoi, a mianowicie schodzenie do poziomu występu. Od lat ta tendencja narasta. Tak się jakoś stało, że nazywamy spotkania uwielbieniowe ‘koncertem’, a istnieje niebezpieczeństwo, że takie słowa zmylą nas i stracimy właściwe zrozumienie tego, czym jest uwielbienie. Zbyt wiele razy na spotkaniu uwielbienia chciałem skupić się jedynie na Bogu, a musiałem przebić się przez robiący wrażenie, ale jednak rozpraszający show na scenie. Niektórzy mogą argumentować, że występy też mogą być uwielbieniem i to prawda. Wszystko może być uwielbieniem, jeśli stoi za tym dobre serce. Ale występy niekoniecznie są dobrym sposobem na prowadzenie uwielbienia. Prowadzący uwielbienie musi być maksymalnie niezauważalny, ma po prostu zachęcać do oddawania czci Bogu, dając innym przykład do naśladowania. Skupianie uwagi na sobie w chwili, która ma być świętym spotkaniem, jest całkowicie niebiblijne. Tak naprawdę, może być nawet niebezpieczne. Oddawanie czci jest przeciwieństwem dumy. Duma mówi: ‘patrzcie na mnie’, a uwielbienie pragnie, aby ludzie zobaczyli Jezusa.”

Tags: , , ,

One Response to “Matt Redman…”

  1. Mariola Says:

    Zgadzam sie z tym stwierdzeniem,ze zauwazony ma byc Jezus,a nie czlowiek.Zreszta jak wszedzie,nie tylko w spiewaniu.Wydaje mi sie,ze tak bedzie, jesli czlowiek prowadzacy uwielbienie jest zakochany w Jezusie,a nie w sobie.Mnie osobiscie przeszkadzalo kiedys wielbienie w wykonaniu osoby,ktora ma pewne powazne i nierozwiazane problemy ze soba i ktorej zwracano na to uwage. Jakos przeszkadzalo mi to w skupieniu sie na Bogu,choc moze nie powinno,bo nie ma osob bez wad:(.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.