Główna > Unitarianizm > Filozoficzna nie-konieczność Trójcy.

Filozoficzna nie-konieczność Trójcy.

16 lipiec 2014

Czy atrybut miłości pociąga za sobą konieczność istnienia wieloosobowego Boga?

____________________________________________________________________________________________

Jarosław Zabiełło w swojej internetowej pracy pt. Trójjedyny Bóg1. porusza między innymi sprawę ujętą w tytule, czyli - filozoficzną konieczność istnienia Trójcy. Najlepiej będzie zapoznać się z argumentacją autora bezpośrednio - ja pragnę się ustosunkować do kilku błędów merytorycznych dostrzeżonych w powyższym fragmencie. Autor prowadzi rozumowanie w następującym kierunku: w związku z tym, iż Bóg jest miłością (1 Jana 4,8) a miłość może przejawiać się tylko poprzez aktywne działanie w stosunku do innych osób, zatem gdyby przed stworzeniem świata Bóg był sam (w znaczeniu jednej osoby) zatem nie miałby kogo kochać. Nie mógłby zatem być źródłem miłości. A to jest sprzeczne z samą Jego naturą. Koncepcja trynitarna (trzy osoby istniejące wiecznie w jednym Bogu) usuwa ten problem - osoby będące w Trójcy mogły kochać się nawzajem przez całą wieczność. Stąd też, zdaniem autora, chociażby z tej racji należy wykluczyć unitarianizm. Myśl Jarosława Zabiełły nie jest nowa, pojawia się od czasu do czasu w pracach niektórych apologetów trynitarnych. Argumentacja posiada kilka błędów, o których chciałbym poniżej napisać.

 

Błąd definicji.

 

Założeniem Zabiełły mającym uzasadnić jego tezę jest zdefiniowanie przez niego miłości w poniższy sposób.

 

“Czym jest miłość? Generalnie rzecz biorąc można stwierdzić, że miłość jest relacją między (co najmniej) dwoma osobami w której dobro tej drugiej osoby jest dla mnie wyższe od dobra mojego. Biblia jasno stwierdza w 1J.4:8, że “Bóg jest miłością” (grec. ho theos agape estin). Jako słowo miłość użyte jest tu greckie słowo agape oznaczające bezwarunkową miłość do drugich.

Jeśli zaś był sam, to z tego wynika, że nie mógł wcześniej (przed stworzeniem) doświadczać żadnej innej formy miłości poza miłością własną, egocentryczną. Na pewno miłość agape byłaby wtedy obca Jego naturze. Koncepcja jednoosobowego Boga jest niespójna i jeśli Bóg jest jednoosobowy, to nie ma w nim miejsca na miłość agape.”

 

Występuje tu pierwszy błąd - miłość agape to nie tylko miłość do innej osoby (lub rzeczy). Istnieje także w aspekcie miłości do siebie samego, o czym świadczy poniższy fragment:

 

Łk 10:27
27. On rzekł: Będziesz miłował (agapeseis) Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. (BT)

 

Mamy miłować swoich bliźnich tak jak siebie samych, zatem istnieje pojęcie miłości agape w stosunku do własnej osoby - ta miłość jest w powyższym wersecie zrównana z miłością do naszych bliźnich. Tak więc, po pierwsze, Jarosław Zabiełło zastosował błędną definicję miłości agape jako „oznaczającą bezwarunkową miłość do drugich”. Ta błędna definicja między innymi spowodowała fałszywe wnioski. Jednak nie jest to jedyny błąd.

 

Przymioty Boga.

 

Bóg może mieć jako atrybut pewien przymiot, który uaktywnia się w kierunku drugiej osoby dopiero wtedy, gdy zachodzi sytuacja determinująca jego uaktywnienie. Zanim to nastąpi, atrybut istnieje w nim samym ale nie jest aktywny „na zewnątrz”. Innymi słowy, posiadanie jakiegoś atrybutu nie warunkuje jego wiecznej aktywności, a przykładem może tutaj być nienawiść. Nie ulega wątpliwości, iż Bóg nienawidzi grzechu. Czy oznacza to jednak, że przed stworzeniem musiało istnieć coś lub ktoś kogo Bóg nienawidził? Oczywiście nie! Jednakże posługując się logiką argumentacji autora artykułu, takie coś musiałoby mieć miejsce. Nienawiść do grzechu i do czynienia zła istniała w Bogu od zawsze jako zasada Jego charakteru, bo grzech jest czymś co jest sprzeczne całkowicie z Jego naturą. Jednakże uaktywniła się dopiero wtedy gdy grzech wszedł na świat. Bóg nie potrzebował mieć wcześniej kogoś (lub czegoś), kogo by nienawidził. Podobnie jest z miłością. Jako jeden z Boskich atrybutów istniała zawsze w nim samym a uaktywniła się w kierunku zewnętrznym w momencie aktu zrodzenia Syna oraz stworzenia świata. Biblia potwierdza, że Bóg jest miłością, ale nigdzie nie ma ani jednego tekstu, który naucza, iż miłość ta zawsze musiała przejawiać się w kierunku innych istot i być zawsze tej samej, „osobowej”, natury.

Aby zilustrować błąd podobnych argumentów, można przedstawić jeszcze kilka przykładów.

 

Założenie:

  • Bóg jest miłosierny.
  • miłosierdzie musi być skierowane “na kogoś”.

Wniosek:

  • Wiecznie istniał ktoś, kogo Bóg obdarzał miłosierdziem.

 

Zakładając dodatkowo, że Bóg od zawsze istniał w trzech osobach, musielibyśmy dojść do wniosku, że co najmniej jedna osoba Boga wymagała miłosierdzia. Jest to jednak oczywiście wnioskowanie błędne, ponieważ Bóg mógł posiadać w sobie cechę miłosierdzia, która uaktywniła się dopiero wtedy, gdy ktoś (grzeszny człowiek) miłosierdzia potrzebował.

 

Czasami można spotkać się z jeszcze innym przykładem podawanym przez trynitarian. Ma on postać następującą:

 

Założenie:

  • Bóg stworzył nas na swój obraz.
  • Bóg stworzył nas jako istotę społeczną.

Wniosek:

  • Zatem Bóg musi też być „społeczny” co implikuje istnienie wielości w Bóstwie.

 

Jest to jednak argumentacja wysoce naciągana. Równie dobrze mógłbym bowiem skonstruować sylogizm:

 

Założenie:

  • Bóg stworzył nas na swój obraz.
  • Bóg stworzył nas jako kobietę i mężczyznę

Wniosek:

  • Zatem w Bogu musi być jedna osoba męska a druga żeńska.

 

Błędność zarówno pierwszego jak i drugiego przykładu polega na tym, iż wyrażeniu „stworzenie na obraz Boga” nadaje się zbyt szeroki wymiar poprzez przypisywanie Bogu w sposób absolutny dokładnie wszystkich przymiotów i przypadłości, które posiada człowiek oraz wiecznego „działania” tychże w kierunku innych istot. Tymczasem to człowiek został stworzony na obraz Boga a nie Bóg na obraz człowieka.

 

Transcendentność Boga.

 

Dodatkową ciekawostką jest to, że w zasadzie ogromna większość trynitarnych, ewangelicznych chrześcijan wierzy w to, że Bóg jest „poza czasem” i wszystko dla Niego dzieje się „teraz”. Jeśli zatem trynitarianin przedstawia nam argument „z filozofii” i jednocześnie wierzy w takiego aczasowego Boga, to jest w tym przypadku niekonsekwentny. Jeśli bowiem dla Boga wszystko dzieje się „teraz”, to nigdy nie było takiego czasu, w którym był On we wszechświecie sam, ponieważ z Jego perspektywy zawsze istniało, istnieje i będzie istnieć stworzenie. A zatem w takiej sytuacji zawsze był dla Boga żywy obiekt Jego miłości. Zakładając oczywiście, że Bóg jest aczasowy. Ale to już zupełnie inna historia…

 

Przypisy:

 

1. Dostępny pod adresem: http://watchtower.org.pl/jz-trojca.php#filozofia


Komentarze zostały wyłączone