Główna > Unitarianizm > Samoistność Boga

Samoistność Boga

2 kwiecień 2017

  Jak pamiętamy z wypowiedzi ks. Czesława Bartnika, oprócz omówionej już pokrótce suwerenności i wszechmocy, innym przymiotem Bożej Istoty jest samoistność. Trynitarianie wierzą w to, że każda z boskich osób istnieje wiecznie, bez początku i bez przyczyny swego zaistnienia - jest samoistna. Na początek przytoczę cytat autorstwa wspomnianego wyżej Czesława Bartnika, który wydaje się być istotny dla rozważań, jakie będziemy w tym rozdziale prowadzili, a który definiuje i określa pojęcie samoistności:

„Samoistność oznacza najpierw istnienie w sobie, dzięki sobie i ze swej istoty… Można to uważać za rozwinięcie ewangelicznej myśli o życiu w sobie samym: ‘Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym’ J 5, 26). Samoistność oznacza następnie pochodzenie od samego siebie (a se, aseitas). Bóg jest bez ‘początku’ jako źródła, bez przyczyny spoza siebie, jeśli już mówić o przyczynie w Bogu, to jest On przyczyną samego siebie (causa sui ipsius). Odsiebność (aseitas) oznacza brak jakiegoś ‘przed’ (apriori), jakiegoś ‘po’ (aposteriori), jakiegoś ‘obok’, które by ‘towarzyszyło’ Bogu, oraz jakiejś ‘obcej struktury wnętrza’. Nie jest więc zaprzyczynowany w sposób alienujący, nie wyłania się z niczego innego ani z nicości, nie stwarza samego siebie w sensie ‘zdarzenia’, ani wreszcie nie ma jakiejś anonimowej zależności od ‘czegoś mu obcego’.”1

  Podobnie wypowiada się ks. prof. Roman Rogowski:

„Znaczy to więc, że istotę Bożej natury tworzy samoistne, nieskończenie pełne istnienie. Upraszczając i streszczając można powiedzieć, że istotą Boga jest istnienie samoistne, tzn. od nikogo nie pochodzące.”2

  Z kolei ksiądz Wincenty Granat przyznaje, iż:

„Wszystkie przymioty Boże, a więc pełnię samoistnego bytu posiadają w równym stopniu Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch św.”.3

 Tak więc samoistność to istnienie nie posiadające swej przyczyny i nie pochodzące od nikogo. Dotyczy przy tym każdej z boskich osób. Jednakże nietrudno jest zauważyć, iż relacje Trójcy – zrodzenie Syna oraz tchnienie Ducha implikują zaprzyczynowanie Syna i Ducha bardzo wyraźnie. Jest to widoczne także w ortodoksyjnych z dzisiejszego punktu widzenia wyznaniach wiary, które jasno nauczają o tym, iż Syn został „zrodzony” z Ojca (symbol nicejski oraz atanazjański) lub też „zrodzony z Ojca przed wszystkimi wiekami” (symbol konstantynopolski).  

  Czesław Bartnik używa tekstu z Jana 5:26 podkreślając, że Syn ma życie w sobie, co ma stanowić dowód na Jego samoistność, jednak zupełnie nie zauważa, iż fragment ten jasno naucza, iż Syn posiada życie w sobie ponieważ ktoś Mu je dał. Trudno więc jest twierdzić, iż istnienie Syna jak i Ducha jest a se.4 Wręcz przeciwnie, skłania nas raczej ono do wniosku, iż życie Pana Jezusa, nawet ów „żywot sam w sobie”, ma swoją przyczynę - i jest nią Ojciec. Z kolei Ojciec ma ów żywot nie dany przez nikogo innego - w Jego przypadku brak więc jakiejkolwiek przyczyny przez którą miałby zaistnieć. Takie konkluzje potwierdzają zresztą inne fragmenty Pisma a także użyte określenia na relacje Boga z Jego Synem.

  Aby wybronić swoją tezę o braku początku istnienia Syna uczeni trynitarni musieli sięgnąć nauczanie o „odwiecznym zrodzeniu Syna”, które co prawda przyznaje, iż Syn został zrodzony i ma swe źródło istnienia w Ojcu, jednak w jakiś tajemniczy sposób zrealizowało się ono bądź stale realizuje się w wieczności, poza czasem. Z jednej więc strony wierzy się, że źródło i przyczyna istnienia Syna tkwi w Ojcu, z drugiej zaś przyznaje się wieczne istnienie Synowi, a to z kolei wyklucza jakiekolwiek Jego zaprzyczynowienie w kimkolwiek. Paradoks goni paradoks…

  Warto przy tym zauważyć, iż apologeci trynitarni na określenie swej wiary używają słów w innym niż powszechnie rozumianym znaczeniu.5 Jeśli bowiem twierdzi się o kimś, iż został zrodzony, to w takim wyrażeniu mamy do czynienia z aspektem dokonanym oraz, co za tym idzie - z działaniem temporalnym, umiejscowionym w konkretnym czasie. Skoro istnieje coś takiego jak „zrodzenie Syna”, to jest to równoznaczne z tym, iż był moment przed zrodzeniem, zrodzenia oraz po zrodzeniu. Tymczasem trynitarianie używając słów w takiej właśnie formie (temporalnej), przypisują im znaczenie dokładnie przeciwne - znaczenie aspektu niedokonanego a także czynności atemporalnej. Dla nich bowiem zrodzenie Syna to nie działanie dokonane w określonym momencie ale.. no właśnie, tak naprawdę nie wiadomo czym jest owo zrodzenie. Właśnie w taki sposób język, którym się posługujemy traci swoją wartość a każdemu słowu oraz wyrażeniu możemy przypisać dowolne znaczenie, jeśli tylko na własne potrzeby zdefiniujemy je sobie tak jak nam akurat w danym przypadku pasuje.

  Oczywiście nie można zapominać o tym, że oprócz zagmatwanego języka, główny problem z jakim trzeba się zmierzyć przy wyznawaniu tego rodzaju poglądu polega na tym, iż Biblia w żadnym miejscu nie naucza o owym „odwiecznym zrodzeniu”, rozumianym jako atemporalne, a co za tym idzie, nie mające ani początku ani końca działanie Boga powodujące rodzenie Syna. Takiego terminu po prostu w świętych Pismach brak. Brak również jakiejkolwiek sugestii by autorzy biblijni w sposób pośredni formułowali taką doktrynę. Wydaje się być ona rozpaczliwą próbą obrony boskości Pana Jezusa rozumianej w sposób absolutny. Próbą, która nie ma ani oparcia w Biblii ani też w naturalnie i intuicyjnie rozumianym języku, którego używamy. Ten język trzeba zmienić, przedefiniować, nadać wyrażeniom i słowom zupełnie odmienny sens od powszechnie rozumianego. Tylko czy taka postawa ma coś wspólnego z rzetelnością i intelektualną uczciwością, która przecież powinna obowiązywać podczas badania Bożych Pism?

  Czasami spotkać można zarzut, że w swoich opiniach unitarianie antropomorfizują Boga, podczas gdy On jest transcendentny i nie sposób Go opisywać w kategoriach ludzkich. Takie rozumowanie jest stosowane w wielu sytuacjach, między innymi wówczas, gdy z Pisma dowodzimy, iż Pan Jezus otrzymał od Ojca wszelką moc na niebie i ziemi (Mat. 28:18), gdy został przez Ojca zrodzony (Przyp. 8:22-30), gdy został przez Boga uczyniony Panem i Mesjaszem (Dz.Ap. 2:36). Argumentuje się, że to wcale nie znaczy, że przed faktem zrodzenia Syn nie istniał, że przed ustanowieniem Go Panem i Mesjaszem - tym Mesjaszem i Panem nie był, a przed otrzymaniem wszelkiej mocy od Boga - tej mocy nie miał. Podobno takie patrzenie jest patrzeniem ludzkim a nie boskim i świadczy właśnie o antropomorfizacji Boga.

  Pierwszy problem związany z tego rodzaju zarzutami polega na nieporozumieniu. Twierdzi się bowiem, że tak naprawdę Bóg jest aczasowy i w związku z tym wszystko u Niego dzieje się teraz6, a co za tym idzie - dla Boga Syn został zrodzony w teraźniejszości, uczyniony Panem w teraźniejszości i otrzymał władzę także w teraźniejszości. Nie może być zatem mowy o tym, że wcześniej tej władzy nie miał, że był czas, gdy Panem nie był, oraz że nie istniał przed swym zrodzeniem.

  Sama teza aczasowości Boga jest dość kontrowersyjna i nie wszyscy uczeni się z nią zgadzają.7 Jednak przyjmując ją roboczo można byłoby zapytać, czy w takim razie mówienie o tym, że jeśli my urodziliśmy się w określonym czasie zatem wcześniej nie istnieliśmy, także świadczy o tym, iż antropomorfizujemy Boga (skoro dla Niego rodzimy się w teraźniejszości i umieramy w teraźniejszości)? Czy wniosek o nieistnieniu stworzenia przed jego kreacją w określonym momencie czasowym świadczy o jakiejś błędnej antropomorfizacji Boga (skoro dla Niego stworzenie odbywa się w teraźniejszości i trwa w teraźniejszości?). Oczywiście nie. Dlatego, że nie dyskutujemy tutaj o Bogu, który jest dawcą wszystkiego, ale o odbiorcy, o tym z kim wchodzi On w relację. O ile o Dawcy można powiedzieć, iż jest transcendentny i (ewentualnie) aczasowy, o tyle „odbiorca” Jego działań i darów jest niesiony strumieniem czasu i to co się odnosi do niego jest temporalne - konkretnie umiejscowione w czasie.

  Nie dyskutujemy więc na temat tego, czy stwierdzenie, iż Bóg coś komuś dał oznacza, że dla Niego był konkretny moment „dawania”, lecz o tym, że dla tego co otrzymał, ten moment otrzymania był faktycznie konkretny. Nie dyskutujemy o Dawcy, lecz o „odbiorcy”. Dlatego w ogóle nie występuje tutaj problem rzekomej błędnej antropomorfizacji Dawcy, ponieważ przedmiotem dyskusji jest fakt temporalnego odebrania czegoś od Boga. Gdy przeanalizujemy Pismo, to okazuje się, że jeśli odbiorca coś od Boga otrzymywał, to zawsze dla tego odbiorcy było to temporalne, umiejscowione w określonym momencie czasu. Abraham otrzymał obietnicę w konkretnym dla niego momencie. Dawid otrzymał w konkretnym momencie napomnienie od Natana, Izajasz w konkretnym momencie otrzymał proroctwo o śmierci Mesjasza za nasze grzechy itd… Jest to reguła, od której nie zauważamy w Piśmie żadnych wyjątków. Nie mamy więc podstaw skrypturystycznych by formułować inne wnioski w przypadku Pana Jezusa. Jeśli coś od Boga otrzymał, to jako odbiorca miało to miejsce w określonym momencie czasowym (zwłaszcza, że Biblia zawsze używa w takich przypadkach aspektu dokonanego) i tak to jest konsekwentnie przedstawiane w całym Piśmie Świętym. Pan Jezus urodził się w określonym momencie, w określonym momencie się ochrzcił, w określonym momencie umarł i w określonym momencie zmartwychwstał. W określonym też momencie został zrodzony jako pierwsza w kolejności istota po Bogu, która pojawiła się we wszechświecie.

  Od samego początku sporu z trynitarianami siłą ich oponentów było odwoływanie się do rozumienia słów w ich podstawowym znaczeniu. I do dzisiaj pozostaje to naszą siłą, z której nie można rezygnować i warto się tego zwyczaju konsekwentnie i twardo trzymać. Jeśli słowa nie znaczą tego, co znaczą, to jest to rujnujące dla całej teologii i tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wyczytać z Biblii kompletnie niczego, ponieważ wszystkiemu możemy nadać dowolne znaczenie. Jesteśmy ludźmi i Bóg dla takich właśnie ludzi napisał Biblię. Nie byłoby dla Niego problemu by zawrzeć w Piśmie słowa: Jestem wieloosobowy. Nie byłoby dla Niego problemem zawrzeć w Piśmie słowa w rodzaju: „mój Syn od zawsze był Panem”, „od zawsze miał pełną władzę nad światem” czy też „Syn istnieje od zawsze, bez początku”. Nie wykraczało to w żadnej mierze poza zakres dostępnego wówczas ludziom języka. Jeśli słowa mają cokolwiek znaczyć, to trzeba z pokorą przyjąć to, o czym w Piśmie czytamy: Pan Jezus został zrodzony, została Mu dana władza, został uczyniony Panem i Mesjaszem. W takiego Mesjasza wierzymy, takiego Mesjasza kochamy, i za takiego Mesjasza dziękujemy naszemu Ojcu.

 

Przypisy

 

1 Czesław Bartnik, Dogmatyka Katolicka, T. 1, RW KUL, Lublin 1999, str. 125, 126.

2 Roman E. Rogowski, ABC Teologii Dogmatycznej, Oficyna Wydawnicza Signum, Wrocław 1999, str. 157.

3 Wincenty Granat, Bóg Jeden w Trójcy Osób, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1962, str. 329.

4 Terminu a se (ang. aseity) w nawiązaniu do samoistności czy też „odsiebności” (jak ujmuje to Czesław Bartnik) po raz pierwszy użył Anzelm z Canterbury.

5 Swoją drogą jest to często stosowany przez nich wybieg.

6 W tej teorii dla Boga nie ma przeszłości czy też przyszłości. Wszystkie „punkty” na mapie czasoprzestrzeni są widziane jednocześnie, jako mające miejsce w teraźniejszości.

7 Warto w tym celu zapoznać się choćby z książką R.T. Mullinsa „The End of Timeless God” wydaną przez Oxford University Press.


Komentarze zostały wyłączone