Główna > Unitarianizm > Kiedy słowa przestają mieć znaczenie.

Kiedy słowa przestają mieć znaczenie.

23 sierpień 2017

  Zwróciliśmy już uwagę na bardzo zagmatwany język używany przez trynitarian, język, który zmuszony był (i jest nadal) do tego, by redefiniować słowa i nadawać im znaczenie zupełnie odmienne od intuicyjnego ich rozumienia przez każdą neutralną teologicznie osobę. Spowodowane jest to oczywistym zderzeniem logiki z nauczaniem, iż Ojciec jest w pełni Bogiem, Syn jest w pełni Bogiem, Duch Święty jest w pełni Bogiem, a jednak nie ma trzech Bogów, lecz jeden. Ponieważ każdy system wiedzy, by mógł być broniony przez swych apologetów, musi być niesprzeczny tzn. jego poszczególne twierdzenia nie mogą być sprzeczne z sobą, w związku z tym, trynitarianie musieli stworzyć naukę, która usunęłaby wewnętrzną niezgodność wynikającą z twierdzenia, iż jest jeden Bóg, lecz są Nim Ojciec, Syn oraz Duch Święty. Jak wiadomo z poprzednich rozdziałów, głównymi osobami, które miały wpływ na „rozwiązanie” tego problemu, byli Atanazy, Ojcowie Kapadoccy - Bazyli Wielki, Grzegorz z Nyssy oraz Grzegorz z Nazjanzu. Na kanwie ich pracy powstało rozróżnienie na trzy „osoby” (hypostasis) w Bogu, które są jedną „istotą” (ousia). Dzisiejsi trynitarianie kontynuują to rozróżnienie i stąd wywodzi się ich twierdzenie o trzech osobach w Bogu i jednej boskiej istocie.

  Co prawda można wykazać różnicę pomiędzy „istotą” a „osobą”, powinniśmy jednak z łatwością zauważyć, iż nawet jeśli jakaś istota nie jest jednocześnie osobą, to każda istota, jeśli jest osobowa i jeśli jest istotą numerycznie jedną, jest również zawsze jedną osobą. Każde dwie istoty (przy tych samych co powyżej założeniach) są dwiema osobami, a każde trzy istoty są trzema osobami. Oczywiście zasada ta działa także w przeciwną stronę. Jedna osoba jest jedną istotą, dwie osoby to dwie istoty itd. Stąd wynika, że jeśli Bóg jest trzema osobami, to jest także trzema istotami. To zaś prowadzi do jawnego politeizmu. 

  Na powyższym przykładzie widać wyraźnie, że trzeba przedefiniować znaczenie wyrażenia „trzy osoby” w taki sposób, by nie oznaczały one „trzech istot”. A przecież dla każdego nieuprzedzonego człowieka jest jasnym i oczywistym, że każda osoba jest jedną i indywidualną istotą, a trzy osoby, są trzema indywidualnymi istotami. Używając terminologii greckiej, jeśli nasza hypostasis jest jedna, to nasza ousia też jest jedna. Jeśli mamy do czynienia z trzema hypostasis, to mamy do czynienia z trzema ousia. Zawsze.

  Omawiany wyżej przykład nie jest oczywiście jedynym, który można podać. W terminologii trynitarnej bowiem, „Syn” to nie ktoś, kto ma początek istnienia, lecz ktoś, kto istnieje bez początku. Analogicznie, „zrodzony” wcale nie oznacza kogoś, kto przed zrodzeniem nie istnieje, a zrodzenie oznacza moment jego pojawienia się na świecie. Przeciwnie - „zrodzony”, to ktoś, kto jest „wiecznie rodzony”, pomimo tego, że aspekt tego pierwszego wyrażenia jest dokonany, drugiego zaś - niedokonany.

  W słownictwie trynitarnym „obraz Boga”, jest samym Bogiem, a „pierworodny”, to nie pierwszy potomek w rodzinie, lecz ten, który daje istnienie całej rodzinie. Podobnie zresztą jak „dziedzic”, który z osoby otrzymującej od kogoś większego swoje dziedzictwo, staje się kimś, kto od zawsze to dziedzictwo posiadał. Samo słowo „otrzymywać”, też zmienia swoje znaczenie, ponieważ pomimo tego, że Syn „otrzymuje” królowanie czy też „panowanie”, to w rzeczywistości króluje i panuje od wieczności. Nic dziwnego więc, że „ustanowiony” zostaje przez Boga „Panem” oraz „Królem”, choć nigdy owym „Panem” i „Królem” być nie przestał. I co prawda, dla każdej osoby traktującej słowa w ich naturalnym znaczeniu, bycie „człowiekiem” związane będzie z tym, że jest się „osobą ludzką”, jednak dla trynitarian już niekoniecznie - według nich można być w pełni „człowiekiem”, osobą ludzką jednak nie będąc. Co ciekawe, nie będąc osobą ludzką, można jednak mieć wolę ludzką i cierpieć jako człowiek.

  Wszystko to powoduje, że nasze dyskusje bywają niezmiernie trudne, ponieważ gdy człowiek zaczyna używać słów w znaczeniach innych niż powszechnie przyjęte, to tak naprawdę dojście do jakichś konkretnych wniosków wydaje się prawie niemożliwe. Można wtedy udowodnić cokolwiek się chce, ponieważ zawodzi zarówno logika, którą uznaje się za nieprzydatną (ale tylko wybiórczo), jak również język, w którym przychodzi nam się komunikować. Dodatkowo, ten język często bywa szalenie zagmatwany, mglisty i nie niosący za sobą konkretnych treści. Spójrzmy na poniższy tego przykład:

„Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna jako jednej zasady przez jedno wspólne tchnienie (pneuein, spriatio). Teologia zachodnia uważa, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna per modum voluntatis jako owoc tchnienia (pneuma, spiratum) wzajemnej Miłości między Ojcem a Synem. O ile Syna odbiera się jako Eikon (obraz, odbicie, pojęcie ontyczne) i coś statycznego, o tyle Ducha wyobrażano sobie jako Ruch, Moc, Dążenie, Telemat, pobudzanie do tego, by Poznanemu oddać się w Miłości, a więc pochodzenie Ducha odbywa się na drodze woli jako Miłość (Vinculum amoris). Ojciec i Syn stanowią jedną zasadę dającą tchnienie, co sformułował Sobór Lyoński OO: ‘nie tak, jakby z dwu zasad, lecz jako z jednej zasady, nie na podstawie dwóch tchnień, lecz jedynego tchnienia”.1

  Co to znaczy, że Duch Święty jest „owocem tchnienia wzajemnej Miłości”? Co to znaczy, że Duch Święty pochodzi z „zasady jednego tchnienia”? Co to w ogóle znaczy, że Duch jest „tchniony”? Co znaczy, że Syn jest „odwiecznie rodzony”? Nikt tego nie wie. Skąd w ogóle wiadomo, że Duch jest „tchniony” przez Ojca („łacinnicy”), czy też przez Ojca i Syna („grecy”), a Syn „odwiecznie rodzony”? Gdzie w Biblii napisano, że ten pierwszy jest „tchniony” a ten drugi „odwiecznie rodzony”? Nigdzie. Tworzy się fikcyjne relacje pochodzeniowe mające zachodzić w Trójcy a nie mające uzasadnienia biblijnego, tworzy się uczone terminy mające te relacje charakteryzować, pisze się opasłe tomy mające przez analogię je przybliżać. Zapomina się jednak o tym, że dyskutuje się o słowach i relacjach, które są zupełnie wydumane, których brak w otaczającym nas świecie, jak również, co gorsza, których Biblia nigdzie w taki sposób nie definiuje ani nie opisuje.

  Dogmatyk rzymskokatolicki, Czesław Bartnik, pokusił się o następujące słowa dotyczące:

„Źródło i Początek całej Trójcy, rodzi Syna przez udzielanie Mu swej Istoty i z Nim razem jako jedna zasada (DH 1331) tchnie Ducha Świętego”2

  W zasadzie prawie można by się zgodzić z powyższymi myślami. Jednak jeśli ktoś jest „źródłem i początkiem” czegoś/kogoś, to implikuje to jego czasową uprzedniość w stosunku do tego, czego jest „źródłem i początkiem”. Jeśli ktoś jest przyczyną czegoś, to implikuje to jego czasową uprzedniość w stosunku do owego „czegoś”, czego jest przyczyną. Jeśli bowiem Ojciec jest źródłem, początkiem i przyczyną Syna, jest zatem od Niego czasowo wcześniejszy i jest także sprawcą Jego zaistnienia (egzystencji). Co z kolei implikuje początek istnienia Syna. Takie jest naturalne naturalne rozumienie powyższych słów. Trynitarianie muszą zmienić ich znaczenia i postawić je praktycznie na głowie, by nie pogrzebały one ich teorii dotyczącej Trójcy.

  Ciekawe jest także to, że oprócz redefiniowania słów i tak nie udaje się trynitarianom uniknąć sprzeczności w ich rozumowaniu. Powyżej cytowane słowa ks. Bartnika warto przykładowo porównać z inną jego wypowiedzią:

„Jednocześnie żadna Osoba nie potrzebuje uzupełnienia ze strony Drugiej: każda jest całym Bogiem. Syn i Duch niczego ‘nie zawdzięczają’ Ojcu, Oni są też - Każdy na swój sposób - racją Ojca.”3

  No cóż… Jeśli słowa mają mieć znaczyć to, co znaczą, to zarówno Syn jak i Duch, będąc odpowiednio „zrodzonym” oraz „tchnionym”, oraz mając swe „źródło” oraz „początek” w Ojcu, w oczywisty sposób jednak „coś” Mu „zawdzięczają”.

  Takich wewnętrznych sprzeczności jest zresztą więcej. Twierdzi się na przykład, że trzy boskie hipostazy posiadają jedną i tą samą naturę, inaczej mówiąc, są zapodmiotowione w jednej naturze, która z kolei jest niezłożona i niepodzielna. Konsekwencją tego jest to, że przyjęcie do swej natury boskiej - przez jakąkolwiek boską hipostazę - dodatkowej natury ludzkiej, co wszak miało miejsce podczas inkarnacji, skutkuje dodaniem tejże natury ludzkiej do wszystkich pozostałych hipostaz. Natura Boża jest bowiem jedna i niepodzielna. Nie można więc dodawać natury boskiej do jej części, która należy jedynie do Bożego Syna.

  Te wzajemne sprzeczności pojawiają się dość często i nie za bardzo udaje się je przykryć mglistym i redefiniowanym językiem. Trudno w tym przypadku nie przypomnieć sobie ostrzeżenia, które zostało zapisane dwa tysiące lat temu:

1 Tym. 6:20 (BW)
20. Tymoteuszu! Strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej mowy i sprzecznych twierdzeń, błędnej, rzekomej nauki.

sierpień 2017

Przypisy

1 Czesław Stanisław Bartnik, Dogmatyka Katolicak, Tom I, RW KUL, Lublin 2007, str. 211.

2 Czesław Stanisław Bartnik, Dogmatyka Katolicak, Tom I, RW KUL, Lublin 2007, str. 214.

3 Czesław Stanisław Bartnik, Dogmatyka Katolicka, Tom I, RW KUL, Lublin 2007, str. 225.


Komentarze zostały wyłączone