Główna > Unitarianizm > “Ja jestem” - pojmanie Jezusa

“Ja jestem” - pojmanie Jezusa

6 maj 2018

  Jednym z tekstów zawierających wyrażenie ego eimi bez orzecznika, którym to trynitarianie nadają specyficzne znaczenie utożsamiania się Chrystusa z Bogiem Jahwe, jest fragment z Ewangelii Jana 18:1-8. W przekładzie Biblii Tysiąclecia jest on oddany następująco:


Jan 18:1-8 (BT5)
1. To powiedziawszy, Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie.
2. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili.
3. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią.
4. A Jezus, wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie?
5. Odpowiedzieli Mu: Jezusa z Nazaretu. Rzekł do nich Jezus: JA JESTEM. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi.
6. Skoro więc [Jezus] rzekł do nich: JA JESTEM, cofnęli się i upadli na ziemię.
7. Powtórnie ich zapytał: Kogo szukacie? Oni zaś powiedzieli: Jezusa z Nazaretu.
8. Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść.

  Tak jak w poprzednich tego typu przypadkach, tutaj również tłumacze nie ustrzegli się manipulacji oddając dwukrotnie ego eimi jako „JA JESTEM” pisanymi dużymi literami, czego naturalnie w oryginale nie ma, ani czego nie sugeruje greka. Ciekawe jest przy tym to, że nie uczynili tego w wersecie 8, w którym mamy do czynienia z dokładnie tym samym sformułowaniem. Pominąwszy jednak ten drobny szczegół przejdźmy do meritum. Otóż część trynitarian widzi w tych tekstach nawiązanie do Bożego Imienia nie tylko z powodu „absolutnego” użycia omawianego wyrażenia, lecz także za przyczyną reakcji „kohorty” oraz strażników. Według zwolenników nauki o Trójcy, ludzie wysłani po to, by schwytać Pana Jezusa cofnęli się i upadli, ponieważ usłyszeli boskie Imię. W innym przypadku trudno byłoby bowiem wytłumaczyć ich zachowanie. Jednak, czy faktycznie mielibyśmy tu do czynienia z czymś niezrozumiałym?

  Szczerze mówiąc, wydaje się to myślenie bardzo „życzeniowe”. Przede wszystkim, jak zaznaczono wcześniej, wyrażenie ego eimi pełni w grece bardzo często funkcję samoidentyfikacji. W omawianym przez nas przypadku jest to tym bardziej widoczne, że cały kontekst wskazuje właśnie na takie jego zrozumienie. Wysłannicy żydowskiego kleru szukali bowiem Pana Jezusa, a ten odpowiedział im po prostu, że On jest tym, którego szukają. Wynika to ewidentnie z treści całej perykopy.

  Po drugie, warto zastanowić się, co tak naprawdę powiedział Pan Jezus? Tu możliwości mamy kilka, zakładając, iż jego wypowiedź była w języku hebrajskim. Jeśli Boży Syn użył słów ‘ehjeh ‘aszer ‘ehjeh, to jest oczywiste, że Jan nie oddałby tego zwykłym „Ja jestem”, ponieważ, po pierwsze, przetłumaczyłby niedokładnie, a po drugie, tak oddane słowa nikomu czytającemu po grecku nie zasugerowałyby niczego. Pamiętajmy bowiem, że w tamtych czasach nie funkcjonował w zasadzie żaden inny przekład Starego Testamentu na język grecki, prócz Septuaginty. A ta ostatnia, jak wiadomo, nie oddaje imienia Boga jako Ego eimi („ja jestem”), lecz jako Ho on („Istniejący/Będący”). Gdyby więc Pan Jezus nawiązał faktycznie do Wj 3:14 i powiedział ‘ehjeh ‘aszer ‘ehjeh, to chcąc zasugerować czytelnikowi taki związek, Jan prawdopodobnie oddałby to po grecku tak jak Septuaginta: ego eimi ho on podkreślając w ten sposób grę słów, lub ewentualnie w formie: ego eimi hos eimi („ja jestem, który jestem”), które z kolei bliższe byłoby dosłownemu tłumaczeniu tekstu hebrajskiego. W związku z tym, że Jan tego nie uczynił, raczej bardzo wątpliwe wydaje się to, że Pan Jezus użył słów ‘ehjeh ‘aszer ‘ehjeh.

  Druga możliwość to wypowiedź prostsza: zwykłe ‘ehjeh („będę/jestem”) lub ‘ani ‘ehjeh („ja będę/ja jestem”). Zakładając, że ‘ehjeh rozumiemy jako „jestem” a nie „będę”, można faktycznie dość ogólnie stwierdzić, że jest to odpowiednik greckiego ego eimi. Problem polega jednak na tym, że tak naprawdę samo ‘ehjeh zostało użyte w stosunku do Boga w znaczeniu zbliżonym do Jego imienia tylko jeden raz - właśnie w Wj 3:14. Nigdy przedtem, ani nigdy potem Bóg nie używa w stosunku do siebie takiego określenia. Mało tego, Jego imię zostało wyrażone w wersecie późniejszym nie jako ‘ehjeh, lecz jako JHWH:

Wj 3:15 (Vocatio)
15. I_powiedział jeszcze Bóg do_Mojżesza: Tak_powiesz do_synów Izraela: JHWH Bóg ojców_waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, i_Bóg Jakuba posłał_mnie do_was. To_(jest)_imię_moje na_wieki i_to wspomnienie_moje z_pokolenia (na)_pokolenie.

  Widać więc, że to imieniem JHWH miano nazywać Boga i tak też czyniono. W Starym Testamencie zostało ono użyte w stosunku do Boga ponad 6000 razy, podczas gdy samo słowo ‘ehjeh, tylko raz, we wspomnianej wcześniej Księdze Wyjścia 3:14 i w dodatku nie tyle jako Boże imię, lecz raczej jako jedno ze znaczeń Jego imienia, opis jednej z cech/przymiotów Jego osoby bądź też natury. Również w literaturze żydowskiej nie spotykamy się ze zwyczajem nazywania Boga jako ‘ehjeh. Nawet zakładając zatem, że Pan Jezus użył w tym miejscu słów ‘ehjeh lub ‘ani ‘ehjeh, trudno jest przypuszczać, że ludzie słyszący te słowa w ogóle odebraliby je jako imię Boga, po którego usłyszeniu należy oddać pokłon. To słowo zwyczajnie nie było w „codziennym obiegu” jako Boże imię.

  Trzecia ewentualność, którą można wziąć pod uwagę próbując odpowiedzieć na pytanie, jakiego sformułowania użył w tym miejscu Chrystus, to wyrażenie ‘ani hu, które wydaje się najbardziej zbliżone semantycznie do ego eimi. Tłumaczy się je zazwyczaj „ja jestem” lub też „ja nim jestem”. Jednakże o ile samodzielne ‘ehjeh jeden raz posłużyło natchnionym pisarzom do opisania znaczenia imienia Boga, to ‘ani hu nigdy nie pełniło takiej funkcji ani w Biblii hebrajskiej, ani też w myśli żydowskiej. Jeśli ludzie wysłani po Pana Jezusa usłyszeli to właśnie sformułowanie (a powtórzę, było ono najbliższe znaczeniowo słowom ego eimi), to nie ma najmniejszych szans by skojarzyli je z Bożym imieniem.

  I wreszcie czwarta możliwość to ta, że Chrystus faktycznie wypowiedział wówczas imię JHWH. Wówczas reakcja „kohorty”1 oraz strażników byłaby zrozumiała i sensowna. Ta ewentualność jest jednak wykluczona przez to, że imię JHWH nie przybiera znaczenia „ja jestem”. Czesław Bartnik przyznaje:

Sam tetragram “Jahweh” to wczesnokananejskie imperfectum od hajah w 3 os. l.p. i oznacza: “Który jest”, “on Jest”, “Będący”.”2

  Znaczenie i brzmienie imienia JHWH jest w dalszym ciągu przedmiotem gorących debat, jednakże niemal powszechnie przyznaje się to, o czym pisał ks. Bartnik - to nie jest forma 1 osoby liczby liczby pojedynczej, a tylko taką można by przełożyć w sposób, w który uczynił to apostoł Jan: jako ego eimi. Nie ma więc praktycznie żadnej możliwości by osoby wysłane po Chrystusa usłyszały imię Boga JHWH, uzupełnione oczywiście prawidłowymi samogłoskami hebrajskimi.

  Wszystko wskazuje więc na to, że Pan Jezus mówiąc słowa zapisane przez apostoła Jana jako ego eimi miał na myśli dokładnie to samo, co we wszystkich dotąd omawianych przypadkach - zwykłą samoidentyfikację. Na pytanie: „kogo szukacie?”, pada odpowiedź: „Jezusa Nazareńskiego”, po czym Chrystus przyznaje: „To ja jestem”, jak oddaje to Biblia Warszawsko-Praska. Nie jest to zresztą jedyny przekład, który kieruje się w tą stronę interpretacyjną przytoczonej wypowiedzi Pana Jezusa. Nowy Testament w translacji ks. Wolniewicza oddaje to bowiem podobnie: „Ja nim jestem”. Natomiast spośród znanych anglojęzycznych przekładów, które trudno byłoby posądzić o sympatie unitariańskie, wersję „I am he/he” popierają m.in. Revised Version, World English Bible, Webster Common Version, Weymouth New Testament, Young’s Literal Translation, American Standard Version, Bible in Basic English. Wydaje się, że ich autorzy zdawali sobie sprawę ze słabości argumentów, które słowa Chrystusa łączą z Bożym imieniem, stąd zdecydowali się na bardziej uczciwe tłumaczenie.

  No dobrze, powie ktoś, pozostaje jednak faktem to, że ci, którzy przyszli pojmać Zbawiciela, cofnęli się i upadli, gdy padło owo ego eimi. Czy nie dowodzi to zatem, że „coś” musiało być w tej odpowiedzi, którą przytoczył apostoł Jan? Owszem, „coś” na pewno było. Problem jednak polega na tym, że Pismo nie podaje bezpośrednio przyczyny takiego ich zachowania. Biblia nie stwierdza explicite, że postąpili tak, ponieważ Pan Jezus utożsamił się z Bogiem Jahwe, albo, że usłyszeli właśnie, że Chrystus nazywa się Bożym imieniem. Jeśli apostołowie, a zwłaszcza Jan, tak interpretowali to wydarzenie, to dlaczego nie napisali tego bezpośrednio? Przecież mieli do tego odpowiednie środki wyrazu oraz zasób słownictwa. Ba, apostoł Jan miał tendencję do uwzględniania w swej Ewangelii żydowskiego słownictwa i tłumaczenia tegoż na grecki. Tak czyni w 1:38, 41, 42; 4:25; 9:7; 19:17. Jeśli czyni tak w przypadku terminów „Rabbi”, „Mesjasz”, „Kefas”, „Syloe”, czy też „Golgoty”, to dlaczego nie tłumaczy użytych przez Jezusa słów w Jana 18:5-6, które podobno miały Go utożsamiać z Bogiem Jahwe? Przecież to musiałoby być szalenie ważna informacja i gdyby taka była faktyczna intencja słów wypowiedzianych przez Jezusa, to dziwić musi brak wyjaśnienia i pozostawienie tego do indywidualnej interpretacji. Chyba, że waga owego „wycofania” i upadku na ziemię nie miała takiego znaczenia, jakie próbują mu przypisać niektórzy trynitarianie. Napisałem „niektórzy”, ponieważ nawet wśród nich pojawiają się komentatorzy, którzy przyznają, że przyczyny zachowania „kohorty” oraz strażników mogły być bardziej prozaiczne. Przykładowo jeden z nich, William Barclay, interpretuje całą sytuację następująco:

Jest tylko kilka obrazów w Piśmie Świętym, które tak ukazują cechy Jezusa, jak czyni to aresztowanie w Ogrodzie.

1. Pokazuje ono Jego odwagę. W czasie Paschy była pełnia księżyca i noc byłą prawie tak jasna jak dzień. Jednak wrogowie Jezusa przyszli z lampami i pochodniami. Dlaczego? Nie potrzebowali ich, aby widzieć drogę w srebrzystej poświacie księżyca. Myśleli, że będą musieli szukać Jezusa między drzewami, w zakątkach i załomach zbocza. Musieli przypuszczać, że będzie się On chował. Kiedy przybyli, Jezus był jednak daleki od ukrywania się. Wyszedł naprzód. „Kogo szukacie”? zapytał. „Jezusa z Nazaretu” odpowiedzieli. Doszła ich Jego odpowiedź: „Ja nim jestem”. Człowiek, o którym myśleli, że będą musieli Go szukać ukrytego między drzewami, czy w jaskiniach, stanął przed nimi, jakby beztrosko rzucając im wyzwanie.

Podczas hiszpańskiej wojny domowej było oblężone jedno miasto. Niektórzy chcieli się poddać, ale wystąpił pewien człowiek i rzekł: „Lepiej jest umrzeć, stojąc na własnych nogach, niż żyć a kolanach”. Jeśli Jezus musiał umrzeć, zamierzał umrzeć jak bohater.

2. Pokazuje ono Jego autorytet. On ze swojej strony był pojedynczą, nieuzbrojoną, samotną postacią. Oni, setki ich, byli uzbrojeni i wyposażeni, a mimo to wobec Jego osoby cofnęli się i padli na ziemię. W tamtej chwili musiała promienieć z Jezusa moc, promieniował Jego autorytet, który mimo samotności czynił Go mocniejszym od siły Jego wrogów.3

  Według Barclay’a zatem, przyczyną takiej a nie innej reakcji osób pragnących aresztowania Jezusa był Jego majestat, autorytet i moc. Taka interpretacja jest możliwa w świetle tego co się stało wcześniej, a co Jan opisał w siódmym rozdziale. Wydarzenia te mają miejsce podczas Święta Namiotów, gdy Chrystus naucza Żydów, a ci z kolei, pragnąc Go zabić (w. 1), wysyłają sługi w celu Jego uwięzienia (w. 32). Jednakże owi słudzy przychodzą z powrotem do kapłanów i faryzeuszów, i na pytanie czemu Go nie pojmali, odpowiadają: „Nigdy jeszcze żaden człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi” (w. 46). Widać więc, że zaniechali tego, co mieli uczynić, z powodu mocy i autorytetu Pana Jezusa. To samo mogło mieć miejsce podczas aresztowania opisanego w 18 rozdziale. W tym kontekście warto przywołać jeszcze jedną historię ze Starego Testamentu, którą owi słudzy mogli mieć w swym umyśle, i która dodatkowo mogła spowodować ich opisywaną reakcję:

2Kl 1:7-15 (BW)
7. On zaś zapytał ich: Jak wyglądał ten mąż, który wyszedł naprzeciw was i powiedział do was te słowa?
8. A oni odpowiedzieli mu: Był to mąż długowłosy, przepasany skórzanym pasem wokół swoich bioder. A on na to: To Eliasz Tiszbita.
9. Wtedy posłał po niego dowódcę pięćdziesięciu wojowników z jego pięćdziesięcioma, a gdy ten doszedł do niego, siedział on na szczycie góry. I przemówił do niego: Mężu Boży, król nakazuje, abyś zszedł.
10. Odpowiadając Eliasz rzekł do dowódcy pięćdziesięciu wojowników: Jeżeli jestem mężem Bożym, to niech ogień spadnie z nieba i niech pochłonie ciebie i twoich pięćdziesięciu. I spadł ogień z nieba i pochłonął go wraz z jego pięćdziesięcioma.
11. Wtedy ponownie posłał po niego innego dowódcę pięćdziesięciu wojowników z jego pięćdziesięcioma, który odezwał się do niego w te słowa: Mężu Boży, król nakazuje, abyś natychmiast zszedł.
12. Odpowiadając Eliasz rzekł do nich: Jeżeli jestem mężem Bożym, to niech ogień spadnie z nieba i niech pochłonie ciebie i twoich pięćdziesięciu. I spadł ogień Boży z nieba, i pochłonął go wraz z jego pięćdziesięcioma.
13. Wtedy ponownie wysłał trzeciego dowódcę pięćdziesięciu wojowników z jego pięćdziesięcioma. A gdy ten trzeci dowódca pięćdziesięciu wojowników tam wstąpił, padł przed Eliaszem na kolana, błagając go tymi słowy: Mężu Boży, niech moje życie i życie tych pięćdziesięciu twoich sług znaczy coś w twoich oczach.
14. Oto ogień spadł z nieba i pochłonął dwóch poprzednich dowódców pięćdziesięciu wojowników wraz z ich pięćdziesięcioma. Lecz teraz niech moje życie coś znaczy w twoich oczach.
15. Wtedy odezwał się anioł Pański do Eliasza: Zejdź z nim, nie bój się go. Podniósł się więc i zszedł z nim do króla,

  Żydzi mieli świadomość, że Pan Jezus może być Mesjaszem. Przynajmniej część z nich zdawała sobie sprawę, że cuda i znaki, które czynił, mogą świadczyć o tym, że jest posłanym przez Boga Chrystusem. Jeśli nawet nie byli co do tego przekonani, to z pewnością niektórzy mieli wątpliwości. Znając i pamiętając biblijną historię opisaną powyżej, oraz mając świadomość, że mogą właśnie stać przed kimś znacznie większym i potężniejszym niż Eliasz, zwyczajnie się bali, bo nie wiedzieli tak naprawdę, co ich spotka przy próbie aresztowania. Stąd pierwotna reakcja na słowa Chrystusa.

  Muszę przyznać, że powyższe wyjaśnienie wydaje się bardzo przekonujące, choć nie jest jedynym możliwym. W znanym protestanckim komentarzu Commentary Critical and Explanatory on the Whole Bible4 spotykamy się z interpretacją, która zachowanie prześladowców Jezusa przypisuje działaniu ponadnaturalnej mocy użytej względem nich przez Zbawiciela5 w celu zademonstrowania, że nikt sam z siebie nie ma prawa aresztowania Go i odebrania Mu życia. Jedynie Jego własne pragnienie ofiarniczej śmierci za ludzkość oraz wypełnienia woli Bożej sprawia, że poddaje się swym przyszłym oprawcom. Byłoby to zgodne ze słowami Pana Jezusa zapisanymi nieco później przez apostoła Jana:

Jan 10:17-18 (PE)
17. Dlatego Ojciec Mnie miłuje, bo Ja oddaję swoje życie, aby na nowo je odzyskać.
18. Nikt Mi go nie odbiera, lecz sam dobrowolnie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc znowu je odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od Mojego Ojca.

  Widać więc, że istnieją co najmniej dwie możliwe interpretacje tego fragmentu, które nie bazują na sztucznym i mało realnym porównaniu rzekomego imienia Bożego w formie Ego eimi („Ja jestem”), ze słowami Chrystusa o takim samym brzmieniu. Trudno przy tym doszukać się jakichś logicznych błędów zarówno w pierwszej jak i w drugiej, i co ważne, są one prezentowane również przez niektórych komentatorów trynitarnych. Wygląda więc na to, że nie ma żadnych silnych i przekonujących argumentów wskazujących na to, iż w Jana 18:5-8 mamy do czynienia z odmiennym niż w poprzednich przypadkach użyciem wyrażenia ego eimi. Nic nie stoi na przeszkodzie by również w tym miejscu zdefiniować je jako rodzaj samoidentyfikacji. Zwłaszcza, że - tak jak wspomniałem wcześniej - kontekst wypowiedzi bardzo mocno uwiarygodnia takie właśnie rozumienie omawianego sformułowania.

maj 2018

Przypisy

1 Istnieje spór co do rozumienia użytego w Jana 18:3 słowa speira. Niektórzy twierdzą, iż chodzi o żołnierzy rzymskich, niektórzy, że o oddział żydowskiej „policji” świątynnej. Ponieważ nie ma to większego znaczenia dla poruszanego tematu, więc nie będę głębiej rozważał tego problemu.

2 Czesław Bartnik, Dogmatyka Katolicka, Tom I, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2000, str. 65.

3 William Barclay, Ewangelia Według św. Jana, Tom II, Wydawnictwo „Słowo Prawdy”, Warszawa 1987, str. 295, 296.

4Robert Jamieson, A.R. Fausset, David Brown, Commentary Critical and Explanatory on the Whole Bible. Korzystałem z elektornicznej wersji dołączonej do programu Logos 7.

5 Por. Dz 26:13-14.


Komentarze zostały wyłączone