… to jedna z najpiękniejszych chrześcijańskich powieści jakie czytałem. Uczy o cierpliwości, o cichym i pokornym czekaniu na Pana. O pewności, że to On najlepiej zna zarówno czas, w którym zająć się naszym problemem, jak i sposób jego rozwiązania. Uczy o tym, że czasami proste, zwykłe życie niesie za sobą dużo więcej Bożej treści niż oczekiwane przez wielu spektakularne wydarzenia i nadprzyrodzone znaki. Uczy o wartości czekania i o sile przebaczania, o sile miłości i kruszeniu przez niej najtwardszych skał. Dziękuję Ci Panie za tę książkę. Marzę o takim pokoju, gdy będę odchodził z tego świata. O poczuciu dobrze przeżytego życia i Twoje bliskości wtedy, gdy stanę przed tym co nieprzekraczalne. Umarłeś za mnie i wiem, że mnie nie zawiedziesz. Że będziesz za mnie walczył do samego końca - nawet wtedy, gdy ja już nie będę miał nadziei. Dlatego Cię kocham. I dlatego tęsknię.
Co prawda czasami trzeba - tak jak w tej piosence TGD - iść pod prąd, jednak bez Jezusa sprowadza się to zazwyczaj do agresywnego promowania swojej osoby i swoich poglądów, oraz przeciwstawiania się czemuś dla samego przeciwstawiania. Taka postawa prędzej czy później rodzi gorzkość, żółć i skrywaną bądź też jawną niechęć do tych, których zdanie bywa odmienne. Tylko z Jezusem płynięcie pod prąd jest łagodne, ciche i pełne pokoju. Tylko On daje przy tym siłę, by nie dać się unieść fali, lecz trwać z Nim do końca. Bez względu na konsekwencje.
Dziękuję Panie, że mnie tego uczysz. Dziękuję za każdy dotyk łagodności, współczucia, przebaczenia i miłosierdzia. Umarłbym bez tego już dawno.
… pojawia się u mnie często po lekturze takich książek jak “Płomienne serca”. To kilka świadectw chrześcijan żyjących w krajach muzułmańskich, buddyjskich, hinduistycznych czy też ateistycznych. Ogrom ich odwagi, poświęcenia codziennego życia, cierpień jakie znoszą dla Pana powoduje to, że przychodzą mi przed oczy te wszystkie godziny, które zmarnowałem… Te zajęcia, których nie powinienem się podejmować… Te słowa, których wypowiedzieć nie powinienem… Ten luksus, w którym (w porównaniu z nimi) przychodzi mi żyć… Trudno w takich chwilach myśleć o sobie jako o kimś, kim Pan się zajmuje i o kogo się troszczy. Trudno myśleć o swoich problemach jako o poważnych. Trudno też swoje doświadczenia traktować jako srogie. Pozostaje jednak radość, że tam, gdzieś, Pan ma takich ludzi, dla których chrześcijaństwo nie sprowadza się do kawy i herbaty z zaproszonymi w niedzielne popołudnie gośćmi. Oni krwią płacą za swoją wiarę. Krwią swoją, albo - co gorsza - krwią swoich najbliższych.
Ten wczorajszy koncert to była prawdziwa niespodzianka, Ojcze. Zupełnie nie spodziewałem się tylu pięknych wzruszeń i tak dużego odczuwania Twojej Obecności. Nie spodziewałem się, że dostaniemy przed wakacjami taką piękną laurkę od Ciebie. Dziękuję. Dziękuję za te uniesione w górę rączki mojej córeczki, za te jej rozgrzane policzki i podziękowania, że mogła tam być. Dziękuję za świadectwo Gosi (Gosiu, już nigdy nie przestawaj wstawać rano :) ) i za ten niebiański pomysł i przykład, którym zaraziliśmy się od Kasi. Poranki z Tobą są nieprawdopodobne. Nieprawdopodobne. Cudownym wiatrem jesteś… Nie odchodź…
Nie mam zwyczaju prowadzić z tobą dialogu, lecz ten jeden raz uczynię wyjątek. To prawda, bywa ciężko… To prawda, czasami samotność przychodzi do mnie w snach i wszystko co dobre, wydaje się poza mną… To prawda, czasami marzenia rozwiewają się we mgle… Ale tak bywa jedynie czasami. Wiem, że Ten, który oddał za mnie swoje życie, jest ze mną w każdym momencie mojego istnienia. Kocha mnie i zna mnie po imieniu. Zna każdą moją łzę i wie o każdej ranie w moim sercu. I obiecał, że nikt mnie nie wyrwie z Jego ręki. Jego ranami jestem uleczony i Jego dotknięciem uzdrowiony. Więc choć wydaje ci się, że zabijasz mnie po kawałku i kradniesz wszystko to, co dla mnie najcenniejsze, to bądź pewien - nigdy nade mną nie zaśnie muzyka. Bo to muzyka mojego Króla.
Lubię mordować Twoje marzenia. Lubię patrzeć jak cierpisz i miotasz się, raz w upojnym szczęściu, raz w skrajnym niepokoju. Huśtam Twoim nastrojem z przyjemnością, nie mogę się nasycić tym widokiem. Wiesz, że jestem mistrzem odwrotności. Delektuję się, gdy uda mi się przedstawić Twoje marzenia jako te, które wypływają z najgorszych zakamarków Twojego serca. Wiesz, że potrafię do tego przekonać nawet tych, których kochasz. Inaczej - zwłaszcza tych, których kochasz. Że to trudne? Ha, zależy dla kogo… Przecież jestem w tym dobrym fachowcem. I wiem, co boli najbardziej. I cieszy mnie jak Cię boli… Ale wiesz, co mnie cieszy jeszcze bardziej? Te chwile, gdy inni tak wmawiają Ci podłość, podstęp i zdradę, że sam zaczynasz wierzyć, że właśnie taki jesteś. Bo jesteś. Mnie nie oszukasz. Wiem, że jesteś taki jak ja. Oczekujesz uznania, szacunku i hołdu. A nawet jeśli taki nie jesteś, to będziesz. Dlatego będę mordował Twoje marzenia kawałek po kawałeczku, obdzierał Cię ze złudzeń jak pomarańczę, wycisnę jak cytrynę. Na końcu nie zostanie z tego nawet proch. Jedynie poczucie krzywdy, zniechęcenie i zgorzknienie. Przekonam Cię, że czego tylko się dotkniesz, zamieni się w niszczący ogień. Przekonam Cię, że od początku tego pragnąłeś, że to właśnie było Twoim celem. Mówisz, że ucierpi przez to wielu niewinnych? Ach, to świetna nowina. Jestem wszak mordercą marzeń.
Wiesz, będę szczery… Widziałem wielu takich, którym coś się wydawało. Że można żyć pełniej, piękniej i bliżej Tego, Który Mnie Wciąż Prześladuje. Spotkasz ich dzisiaj na skarpach, samotnie oglądających zachód słońca albo wpatrujących się w odpływający donikąd stateczek. Zapytaj ich czy są szczęśliwi… Nie muszę Ci mówić, że lubię takie widoki. To rozkosz dla mego serca (choć niektórzy twierdzą, że go nie mam), to rozkosz dla mych oczu. Już od tysięcy lat. Więc zamorduję Twoje marzenia… I nie drgnie mi nawet powieka… Popatrzę jak dogorywa Twoja nadzieja… Poczekam na Twoją samotność… Przecież wiem, że to ona powraca do Ciebie tak często w snach… Zaczekam z utęsknieniem, lecz cierpliwie… bo widzę, że gdzieś nad Tobą już zasypia muzyka. Wszak nie na próżno zwą mnie mordercą marzeń…
… Księgę Sędziów i Królewskie. Do dzisiaj zastanawia mnie to, w jaki sposób Bóg zareagował na chęć wyboru króla przez Izraelitów, a raczej to - dlaczego tak zareagował. Dlaczego wybór króla był Jego “wzgardzeniem”? Gdy porównuje się Księgę Sędziów z Królewskimi, można dostrzec pewne ciekawe rzeczy. W czasach sędziów Izrael zazwyczaj walczył z wrogiem zewnętrznym - w czasach królów często pomiędzy sobą. W czasach sędziów odstępstwo pojawiało się, ale nie było tak bardzo natężone jak w czasach królów. W czasach sędziów Izrael był generalnie jednością, w czasach królów rozpadł się na dwie części prowadzące ze sobą bratobójczą wojnę. Epoka królów zakończyła się tragicznie - najazdem na Judę, zniszczeniem świątyni i deportacją Żydów do Babilonu… Tak sobie myślę, że nieszczęścia związane z królami były w dużej mierze spowodowane dynastycznym panowaniem. W czasach sędziów Bóg powoływał na sędziego tego kogo chciał, z różnych rejonów Izraela i z różnych pokoleń. Powoływał jedynie mężów (i niewiasty!) godnych i pobożnych. Generalnie, “na wejściu”, każdy powołany był z Bożego punktu widzenia optymalnym człowiekiem do przewodzenia Izraelowi. W czasach królów było już jednak inaczej… Co prawda pierwszych królów wybrał osobiście Bóg, ale potem było już tylko gorzej. O ile wcześniej mógł być na sędziego powołany każdy, którego sobie Pan upatrzył, o tyle później zapanowała monarchia dynastyczna. No i jeszcze pół biedy jak się trafił król mądry, znacznie częściej jednak mamy do czynienia z królem, który odwodził Izraela od wiernego służenia Panu. I tak sobie myślę, że ta historia to nie tylko dawne czasy… Tam gdzie pojawiają się w Kościele rządy “dynastyczne”, hierarchiczne - tam znacznie częściej może pojawić się problem…
To były dobre dni z Panem. Czas postu, wyciszenia, wczytania się w Słowo. Dużo dobrego Ducha w sercu i tego specyficznego ciepła, za którym tęskniłem. Po raz kolejny dowiodłeś Panie, że nie przychodzisz w “wichrze, trzęsieniu ziemi, ogniu” lecz w cichym, łagodnym powiewie. Kocham te stany, gdy muszę wycofać się do swojej jaskini z poczuciem braku sił i porażki. I nagle zjawiasz się Ty. Dziękuję :) . I za tą ponowną rezygnację z radia. To był Twój dobry pomysł Panie, choć przestraszyłem się bardzo :) . Tyle pięknej ciszy w samochodzie, tyle dobrych myśli…
… że tęsknię za czasem modlitwy. Nie mogę się doczekać gdy wieczorem uklęknę i powiem Ci o swoich porażkach i zwycięstwach. Ale bywa też tak, że rozmowa z Tobą jest przyzwyczajeniem - bo trzeba i należy… Uchroń mnie Panie przed tą drugą postawą, spraw by zawsze było to święto i realne spotkanie z Tobą.
Pamiętam jak kiedyś jeden z moich ulubionych kaznodziei powiedział, że frekwencja na nabożeństwach niedzielnych jest miernikiem popularności pastora, który akurat przemawia. Gromadzą się wtedy ludzie, którzy kochają swojego pastora. Na nabożeństwach środowych - czytania i omawiania Słowa - spotykają się zaś ci, którzy kochają Biblię. Natomiast w piątki, gdy odbywają się spotkania modlitewne, zbierają się ci, którzy zakochani są w Panu Bogu.