Ból…
środa, sierpień 22nd, 2007… dopadł mnie zeszłej soboty. Potworny i gorzki. Nie przeżyłem takiego jeszcze nigdy. Zaczęło się wieczorem od żołądka. Jakby mi ktoś wrzucił do środka gorące kawałki węgla. Każdy głębszy oddech sprawiał trudności. W środku nocy doszedł do tego przód i tył klatki piersiowej. Tak jakby ktoś ściskał ją rozżarzonymi szczypcami. Nie mogłem znaleźć pozycji, przy której nie czułbym bólu. Nie spałem całą noc. O 6 rano obudziłem żonę, włączyłem komputer i szukaliśmy dyżurnych szpitali. Poprosiłem żonę by zadzwoniła a sam poszedłem wziąć prysznic by pojechać do szpitala w miarę świeży. Krótko po wejściu pod natrysk ból zniknął zupełnie nagle. Siedziałem pod tym prysznicem z pół godziny bo bałem się wyjść, żeby znowu nie zaczęło boleć. W końcu jednak wyszedłem. Kontrolny oddech i… nic. Nic nie boli. I już prawie uwierzyłem w moc uzdrowieńczą natrysku gdy okazało się, że w czasie mojej kąpieli żona z córeczką zaczęły się modlić. O to by ból ustąpił.
“God of wonders beyond our galaxy
You are holy, holy..
The universe declares your majesty
You are holy, holy..”