Sumienie…
poniedziałek, marzec 16th, 2009“… w obłudzie mówiących kłamstwa, którzy wypalili sobie swoje sumienie.” - tak brzmi 1 Tym 4,2 w interlinearnym przekładzie Popowskiego. Ciekawy jest przypis do słowa “kekausteriasmenon” (”wypalili swoje sumienie”). Oto on: “Słowo to oznacza kauteryzację, czyli metaforycznie wypalenie żelazem sumienia jak zbędnej narośli na ciele lub miejsca, zatruwającego organizm jadem”. Z jednej strony chodzenie z Panem to “obietnica dobrego sumienia”. Z drugiej zaś sumienie można w sobie wypalić jako coś zbędnego, potraktować to jak niepotrzebną narośl rakową. Dzieje się to chyba wtedy, gdy zaczynamy oszukiwać samych siebie, gdy dla doraźnych korzyści udajemy, że wierzymy w coś, w co tak naprawdę nie wierzymy. Gdy drobne kłamstwa zaczynają nam przechodzić przez gardło coraz bardziej gładko. Gdy gdzieś tam w środku przestajemy odczuwać strach przed manipulacją innymi a bojaźń przed Panem zastępowana jest przez rytuał religijnych przepisów. Gdy grzech wkrada się do naszego życia i przestaje być traktowany jak trąd, a zaczyna być dość przyjemnym towarzyszem. Czasami człowiek może przyzwyczaić się do ciemności, nawet jeśli są to “ciemności zewnętrzne”.