Czasami wśród osób czytających Biblię spotyka się pogląd, że prawdziwą interpretację możemy poznać czytając Ojców Kościoła. Twierdzi się, iż jest w zasadzie niemożliwym, by chrześcijanie, którzy żyli 100-200 lat po apostołach, w dość radykalny sposób mogli zmienić ich nauczanie w przeciągu tego czasu. I to chrześcijanie cieszący się dobrym imieniem wśród grona dzisiejszych obrońców „tradycji”.

Cóż, przyznam, że zawsze dziwiło mnie takie podejście. Czytając tzw. „Ojców” mam nieodparte wrażenie, iż jest to całkiem swobodna mieszanka różnych wierzeń, w których oczywiście można znaleźć części wspólne, jednak niejednorodność jest mocno zauważalna.

Czytając ostatnio książkę Jamesa White’a „Tylko Pismo” natrafiłem na ciekawy przykład podany przez autora, a dotyczący Ireneusza. Otóż pisarz ten, żyjący w drugiej połowie II wieku, a więc zaledwie kilkadziesiąt lat od śmierci apostoła Jana, polemizując z gnostykami nauczał, że Pan Jezus żył około 50 lat. Nie byłoby w tym może nic dziwnego gdyby nie sposób jego argumentacji. Poniżej przedstawiam dość obszerny cytat ilustrujący jego dowodzenie:

„Przyszedł przecież po to, by wszystkich zbawić przez swoje przyjście, wszystkich, to znaczy tych, którzy w Bogu się odrodzili, zarówno niemowlęta, jak i dzieci, młodych, dorastających i starszych. Dlatego też wkroczył On w każdy wiek, dla niemowląt stał się niemowlęciem, uświęcając wiek niemowlęcy, dla dzieci stał się dzieckiem, aby również ten wiek uświęcić, dając przykład pobożności, sprawiedliwości i posłuszeństwa, dla młodych stał się młodzieńcem, stają csię przykładem dla młodzieży i uświęcając ją dla Pana. Tak też stał się starszym dla starszych, gdy został doskonałym nauczycielem dla wszystkich nie tylko poprzez objawienie prawdy, ale również przez dopasowanie swego wieku do dorosłych, dzięki czemu mógł stać się dla nich przykładem. […]

Gdyby, jak twierdzą oni, nauczał On tylko przez jeden rok, to kiedy umierał, musiałby mieć zaledwie ukończonych trzydzieści lat, pozostając jeszcze młodzieńcem i nie osiągnąwszy wieku dojrzałego. Bowiem jak to przecież wszyscy wiedzą, wiek dojrzały rozpoczyna się około trzydziestki, gdy człowiek jest jeszcze młody, dojrzały zaś wiek rozciąga się do lat czterdziestu, a potem od czterdziestego i pięćdziesiątego roku życia zaczyna się skłaniać już ku starości. Ile miał lat nasz Pan, kiedy nauczał, zaświadczają Ewangelie, jak też wszyscy starsi, którzy zgromadzili się w Azji wokół Jana, ucznia Pańskiego i od tegoż Jana o tym usłyszeli. […] Niektórzy z nich zresztą dotarli nie tylko do Jana, ale też do innych Apostołów, od których usłyszeli tę samą relację i identyczne świadectwo. […]

Również owi Żydzi, którzy spierali się z Panem Jezusem Chrystusem, z całą jasnością wyrażają to samo. Kiedy bowiem Pan powiedział do nich: ‘Abraham, ojciec wasz, rozradował się, gdy zobaczył mój dzień; zobaczył i ucieszył się’. Odpowiedzieli Mu: ‘Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?’. Coś takiego może odnosić się do osoby, która ukończyła już czterdziesty rok życia, ale nie osągnęła jeszcze lat pięćdziesięciu; natomiast z całą pewnością nie ma już lat trzydziestu. […]

Dlatego też, tak jak widzieli, tak powiedzieli, a to, co widzieli, nie było iluzją, ale prawdą. Jego wygląd nie odbiegał więc zbytnio od wieku pięćdziesięciu lat” 11. Ireneusz z Lyonu, Adversus Haereses, Bernardinum 2018, s. 158-160..

Argumentacja Ireneusza jest o tyle ciekawa, że pogląd o wieku Pana Jezusa sięgającym ok 50 lat przypisuje Apostołowi Janowi, jego uczniom, oraz innym Apostołom. Jest to oczywiście sprzeczne z innymi świadectwami oraz nie podtrzymywane dzisiaj chyba przez nikogo zajmującego się tym tematem. Interesujące jest natomiast to, że tradycja przypisuje Ireneuszowi bycie uczniem Polikarpa, który z kolei miał być uczniem Apostoła Jana. Jeśli tak faktycznie było, to albo Ireneusz kłamał (o co raczej trudno go podejrzewać), albo też faktycznie taką tradycję słyszał. Znaczyłoby to ni mniej ni więcej, że w przeciągu około 80 lat po śmierci ostatniego z Apostołów, bezpośredni uczeń (Ireneusz) bezpośredniego ucznia Apostoła Jana (Polikarpa) wygłasza więc twierdzenie, które po prostu nie jest prawdą. James White broniący reformacyjnego sola Scriptura właśnie w podobny sposób skomentował ten fakt, a jego słowa przytaczam poniżej:

„Zwróćmy uwagę na to, co twierdzi Ireneusz, ponieważ historia Kościoła pełna jest tego typu błędów. Nie ma żadnego powodu wynikającego z tekstu, aby wierzyć, że Jezus miał więcej niż pięćdziesiąt lat, a jednak Ireneusz powołuje się na ‘ewangelię’ jako część fundamentu swojego poglądu. Szybko podkreśla wagę swojego przekonania, mówiąc ‘też wszyscy starsi’. Ugruntowuje on to twierdzenie, podkreślając, że informację tę przekazali ‘ci, którzxy rozmawiali w Azji z Janem, uczniem Pana’, ale ponieważ to nie jest wystarczające, rozszerza twierdzenie poza Jana, tak że koncepcja wieku Jezusa pochodzi rzekomo od ‘innych apostołów’. Ireneusz pisał w okresie jednego stulecia od śmierci Jana, ale czy ktoś dziś wierzy, że nie tylko Jan, ale i pozostali apostołowie nauczali swoich wyznawców, iż Jezus w chwili śmierci był w szóstej dekadzie życia? Nikt nie wierzy argumentom Ireneusza, ponieważ nie mają one oparcia w tekście. Jednak brak wiary w jego twierdzenie oznacza, że albo Ireneusz, pisząc te słowa, kłamał, albo że ‘tradycja ustna’, na którą się powołuje, może bardzo szybko ulec skażeniu” 22. James R. White, Jedynie Pismo, TUMR HORN, Świętochłowice 2023, s 228, 229..

James White ma całkowitą rację. Ten przykład, na który zwrócił uwagę, warto mieć przed oczyma zawsze, gdy ciężar naszych badań zauważalnie bądź nie przenosi się z samego Pisma na nauczanie Ojców Kościoła. Twierdzenia, że w ich dziełach panuje jednomyślność doktrynalna bądź też, iż niemożliwe jest w krótkim czasie poważne skażenie myśli apostołów po prostu nie jest zgodne z prawdą.

Oczywiście nie oznacza to, że wszystko co napisali Ojcowie Kościoła jest z gruntu złe. Chodzi o to, by postawić jasne granice między Bożym Słowem, a tym, co pisali wcześni chrześcijanie. Nie zawsze wyjaśniali oni Pismo prawdziwie, i nie zawsze celnie powoływali się na spuściznę Apostołów. Zgadzam się z tym, że doktryny Nowego Testamentu można przyrównać do nasion, z których potem miały rozwinąć się drzewa. Jednak wygląda na to, że w rozwoju tych nauk i w odkrywaniu szerszych aspektów Bożej Prawdy, Bóg nie posłużył się metodą „im ktoś czasowo bliżej był Apostołom, tym więcej przekazał nam prawdy”.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *