Słabości trynitaryzmu

Zwróciliśmy już uwagę na bardzo zagmatwany język używany przez trynitarian, język, który zmuszony był (i jest nadal) do tego, by redefiniować słowa i nadawać im znaczenie zupełnie odmienne od intuicyjnego ich rozumienia przez każdą neutralną teologicznie osobę. Spowodowane jest to oczywistym zderzeniem logiki z nauczaniem, iż Ojciec jest w pełni Bogiem, Syn jest w pełni Bogiem, Duch Święty jest w pełni Bogiem, a jednak nie ma trzech Bogów, lecz jeden. Ponieważ każdy system wiedzy, by mógł być broniony przez swych apologetów, musi być niesprzeczny tzn. jego poszczególne twierdzenia nie mogą być sprzeczne z sobą, w związku z tym, trynitarianie musieli stworzyć naukę, która usunęłaby wewnętrzną niezgodność wynikającą z twierdzenia, iż jest jeden Bóg, lecz są Nim Ojciec, Syn oraz Duch Święty. Jak wiadomo z poprzednich rozdziałów, głównymi osobami, które miały wpływ na „rozwiązanie” tego problemu, byli Atanazy, Ojcowie Kapadoccy – Bazyli Wielki, Grzegorz z Nyssy oraz Grzegorz z Nazjanzu. Na kanwie ich pracy powstało rozróżnienie na trzy hypostasis w Bogu, które są jedną ousia. Dzisiejsi trynitarianie kontynuują to rozróżnienie nakładając na powyższe terminy odpowiednio słowa: „osoba” oraz „istota”. Stąd wywodzi się twierdzenie o trzech osobach w Bogu i jednej boskiej istocie. Jarosław Zabiełło w swym internetowym artykule “Trójjedny Bóg”1 opublikowanym na łamach internetu, stwierdza:

“Nie ma natomiast żadnej sprzeczności między zdaniami: “Bóg jest jedną istotą” i “Bóg nie jest jedną osobą”. Zainteresowanych odsyłam do podręczników z logiki, tutaj, jak widzimy, cała kontrowersja sprowadza się do tego, czy słowo “istota” i “osoba” są synonimami, wyrazami oznaczającymi to samo. Uważam, że nie. Osoba jest pojęciem węższym od istoty. Istota (byt), mówiąc najprościej, jest tym co istnieje;2 zaś osoba to istota, która myśli, czuje i posiada wolę (mówimy o autotranscendencji, świadomości swojego istnienia). Ci, którzy myślą inaczej, niech się zastanowią: czy zwierzęta, rośliny, kamienie lub wirusy też są osobami?”

Przyjęte definicje i rozróżnienie powodują jednak powstanie kilku problemów. Przyjmując sposób widzenia i definiowania pojęć zaprezentowany przez autora stwierdzamy, iż takie definicje prowadzą go jednak na interpretacyjne manowce. Powinniśmy bowiem z łatwością zauważyć, iż co prawda może się zdarzyć, że jakaś istota nie jest jednocześnie osobą, jednakże każda istota, jeśli jest osobowa i jeśli jest istotą numerycznie jedną, jest również zawsze jedną osobą. Każde dwie istoty (przy tych samych co powyżej założeniach) są dwiema osobami, a każde trzy istoty są trzema osobami. Oczywiście zasada ta działa także w przeciwną stronę. Jedna osoba jest jedną istotą, dwie osoby to dwie istoty itd. Każda osoba spełnia bowiem kryteria definicji istoty podanej przez Jarosława Zabiełłę (jest tym „co istnieje”). Stąd wynika, iż przykłady podane przez autora raczej zaprzeczają trynitaryzmowi niż go popierają albowiem jeśli Bóg jest trzema osobami (a wedle wierzeń trynitarian tak właśnie jest), to jest także trzema istotami. To zaś prowadzi do jawnego politeizmu.

Jak widać w przytoczonym cytacie, aby poprzeć swą tezę o trójjedynym Bogu Jarosław Zabiełło udowadnia, iż terminy “osoba” oraz “istota” nie są synonimami. Owszem, ogólnie rzecz ujmując – nie są. Autor idzie jednak o krok dalej i w związku z tym, twierdzi, iż zdania “Bóg jest jedną istotą” i “Bóg nie jest jedną osobą” są niesprzeczne. Jednakże z przedstawionych przez niego definicji wynika, iż choć termin „istota” nie jest synonimem słowa „osoba”, to jednak ta relacja nie jest prawdziwa w sytuacji odwrotnej. Gdy używany bowiem jest nazwa „osoba”, to jest ona synonimem słowa „istota”, ponieważ wyczerpuje definicję „istoty” zaproponowaną przez Jarosława Zabiełłę. Stąd, jeśli Syn jest osobą, to jest też istotą (“tym co istnieje”). Jeśli Ojciec jest osobą, to jest też istotą (“tym co istnieje”), podobnie rzecz ma się także z Duchem Świętym – jeśli jest osobą, to jest też istotą. Dlatego też, z logicznego punktu widzenia, który uwzględnia podane definicje, wypowiedziane przez autora dwa sądy: “Bóg jest jedną istotą” oraz “Bóg nie jest jedną osobą” wydają się być ze sobą sprzeczne, ponieważ skoro każda osoba jest istotą, to można je sprowadzić do zdań:

  1. Bóg jest jedną istotą

  2. Bóg nie jest jedną istotą

To zaś jest już klasyczny przykład zdań sprzecznych.

Dodatkowo, co prawda, można podać uzasadnienie dla różnicy pomiędzy słowami „osoba” a „istota”, jednakże nie jesteśmy w stanie dać ani jednej analogii ze świata nas otaczającego, w której jedna istota składałaby się z trzech osób. Analogia podana przez Jarosława Zabiełłę pokazuje jedynie to, iż nie zawsze jakaś istota jest osobą, nie zaś, że istota może składać się z trzech osób. Świat nas otaczający świadczy przeciwko doktrynie trynitarnej.

Na powyższym przykładzie widać wyraźnie, że trzeba przedefiniować znaczenie wyrażenia „trzy osoby” w taki sposób, by nie oznaczały one „trzech istot”. A przecież dla każdego nieuprzedzonego człowieka jest jasnym i oczywistym, że każda osoba jest jedną i indywidualną istotą, a trzy osoby, są trzema indywidualnymi istotami. Używając terminologii greckiej, jeśli nasza hypostasis jest jedna, to nasza ousia też jest jedna. Jeśli mamy do czynienia z trzema hypostasis, to mamy do czynienia z trzema ousia. Zawsze.

Nic nie pomoże tłumaczenie, że tak może być w otaczającym nas świecie, jednak w przypadku Boga jest inaczej. Nasza wiedza o Bogu wynika bowiem z objawienia, a to zawarte jest w Biblii. Niestety dla trynitarian, w całym świętym Piśmie nie spotkamy się z terminem ousia przypisanym jednemu Bogu, w odróżnieniu od trzech odrębnych hypostasis – Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ta pierwsza nazwa nie występuje w Biblii w ogóle, ta druga, w interesującym nas kontekście – tylko raz. Ten jedyny fragment znajduje się w Liście do Hebrajczyków i brzmi następująco:

Hbr 1:3 (BW)
3. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty (hypoststasis) i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach.

Interesujące jest to, że w niemal wszystkich współczesnych polskich przekładach trynitarnych słowo hypostasis nie zostało oddane jako osoba, co wydawałoby się rzeczą naturalną w kontekście trynitarnej terminologii, lecz jako „istota” (VNT, BL, BP, BT V, BW, PE, UBG, Stern, SNP), czy też „istność” (BG). Dziwne, prawda? To, o co walczono w IV i V wieku – o ścisłe rozróżnienie pomiędzy terminami ousia i hypostasis i nie traktowanie ich jako synonimów, lecz przypisanie temu pierwszemu znaczenie „istoty, natury”, temu drugiemu zaś „osoby”, zostaje przez trynitarnych tłumaczy albo zignorowane albo też celowo nie zauważone. Z jakiego powodu?

Przyczyna wydaje się być oczywista – gdyby ten termin konsekwentnie przetłumaczyć jako „osoba”, wówczas nasz tekst nauczałby o tym, że Bóg jest osobą! Syn zaś, będąc odrębną osobą od Boga, jest zarazem Jego obrazem/odbiciem (charakter). Warto to jeszcze raz podkreślić – według jedynego tekstu, w którym w tym kontekście występuje długo dyskutowane wyrażenie hypostasis utożsamiane z osobą – Bóg jest osobą. Zadaje to bezpośredni kłam trynitarnej nauce o tym, że Bóg nie jest osobą, lecz jest trzema osobami.3

Powróćmy do kwestii konieczności redefniowania słów przez trynitarian. Omawiany wyżej przykład nie jest oczywiście jedynym, który można podać. W terminologii trynitarnej bowiem, „Syn” to nie ktoś, kto ma początek istnienia, lecz ktoś, kto istnieje bez początku. Analogicznie, „zrodzony” wcale nie oznacza kogoś, kto przed zrodzeniem nie istnieje, a zrodzenie oznacza moment jego pojawienia się na świecie. Przeciwnie – „zrodzony”, to ktoś, kto jest „wiecznie rodzony”, pomimo tego, że aspekt tego pierwszego wyrażenia jest dokonany, drugiego zaś – niedokonany.

W słownictwie trynitarnym „obraz Boga”, jest samym Bogiem, a „pierworodny”, to nie pierwszy potomek w rodzinie, lecz ten, który daje istnienie całej rodzinie. Podobnie zresztą jak „dziedzic”, który z osoby otrzymującej od kogoś większego swoje dziedzictwo, staje się kimś, kto od zawsze to dziedzictwo posiadał. Samo słowo „otrzymywać”, też zmienia swoje znaczenie, ponieważ pomimo tego, że Syn „otrzymuje” królowanie czy też „panowanie”, to w rzeczywistości króluje i panuje od wieczności. Nic dziwnego więc, że „ustanowiony” zostaje przez Boga „Panem” oraz „Królem”, choć nigdy owym „Panem” i „Królem” być nie przestał. I co prawda, dla każdej osoby traktującej słowa w ich naturalnym znaczeniu, bycie „człowiekiem” związane będzie z tym, że jest się „osobą ludzką”, jednak dla trynitarian już niekoniecznie – według nich można być w pełni „człowiekiem”, osobą ludzką jednak nie będąc. Co ciekawe, nie będąc osobą ludzką, można jednak mieć wolę ludzką i cierpieć jako człowiek.

Wszystko to powoduje, że nasze dyskusje bywają niezmiernie trudne, ponieważ gdy człowiek zaczyna używać słów w znaczeniach innych niż powszechnie przyjęte, to tak naprawdę dojście do jakichś konkretnych wniosków wydaje się prawie niemożliwe. Można wtedy udowodnić cokolwiek się chce, ponieważ zawodzi zarówno logika, którą uznaje się za nieprzydatną (ale tylko wybiórczo), jak również język, w którym przychodzi nam się komunikować. Dodatkowo, ten język często bywa szalenie zagmatwany, mglisty i nie niosący za sobą konkretnych treści. Spójrzmy na poniższy tego przykład:

„Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna jako jednej zasady przez jedno wspólne tchnienie (pneuein, spriatio). Teologia zachodnia uważa, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna per modum voluntatis jako owoc tchnienia (pneuma, spiratum) wzajemnej Miłości między Ojcem a Synem. O ile Syna odbiera się jako Eikon (obraz, odbicie, pojęcie ontyczne) i coś statycznego, o tyle Ducha wyobrażano sobie jako Ruch, Moc, Dążenie, Telemat, pobudzanie do tego, by Poznanemu oddać się w Miłości, a więc pochodzenie Ducha odbywa się na drodze woli jako Miłość (Vinculum amoris). Ojciec i Syn stanowią jedną zasadę dającą tchnienie, co sformułował Sobór Lyoński OO: ‘nie tak, jakby z dwu zasad, lecz jako z jednej zasady, nie na podstawie dwóch tchnień, lecz jedynego tchnienia”.4

Co to znaczy, że Duch Święty jest „owocem tchnienia wzajemnej Miłości”? Co to znaczy, że Duch Święty pochodzi z „zasady jednego tchnienia”? Co to w ogóle znaczy, że Duch jest „tchniony”? Co znaczy, że Syn jest „odwiecznie rodzony”? Nikt tego nie wie. Skąd w ogóle wiadomo, że Duch jest „tchniony” przez Ojca („Łacinnicy”), czy też przez Ojca i Syna („Grecy”), a Syn „odwiecznie rodzony”? Gdzie w Biblii napisano, że ten pierwszy jest „tchniony” a ten drugi „odwiecznie rodzony”? Nigdzie. Konstruuje się fikcyjne relacje pochodzeniowe rzekomo zachodzące w Trójcy, a nie posiadające uzasadnienia biblijnego. Tworzy się uczone terminy mające te relacje charakteryzować, pisze się opasłe tomy mające przez analogię je przybliżać. Zapomina się jednak o tym, że dyskutuje się o słowach i relacjach, które są zupełnie wydumane, których brak w otaczającym nas świecie, jak również, co gorsza, których Biblia nigdzie w taki sposób nie definiuje, ani nie opisuje. Gdy więc Czesław Bartnik pisze, iż „Źródło i Początek całej Trójcy, rodzi Syna przez udzielanie Mu swej Istoty i z Nim razem jako jedna zasada (DH 1331) tchnie Ducha Świętego”,5 to powstaje oczywiste pytanie: jeśli ktoś jest „źródłem i początkiem” czegoś/kogoś, to czy nie implikuje to jego czasowej uprzedniości w stosunku do tego, czego/kogo jest „źródłem i początkiem”? Jeśli ktoś jest „przyczyną” czegoś – pytanie brzmi dokładnie tak samo. W przyjętym przez nas oczywistym znaczeniu słów, jeśli Ojciec jest źródłem, początkiem i przyczyną Syna, jest również od Niego czasowo wcześniejszy i jest także sprawcą Jego zaistnienia (egzystencji), co z kolei implikuje początek istnienia Syna. Takie jest naturalne i intuicyjne rozumienie powyższych słów. Trynitarianie muszą zmienić ich znaczenia i postawić je praktycznie na głowie, by nie pogrzebały one ich teorii dotyczącej Trójcy.

Ciekawe jest także to, że oprócz konieczności redefiniowania słów i tak nie udaje się trynitarianom uniknąć sprzeczności w ich rozumowaniu. Powyżej cytowane słowa ks. Bartnika warto przykładowo porównać z inną jego wypowiedzią:

„Jednocześnie żadna Osoba nie potrzebuje uzupełnienia ze strony Drugiej: każda jest całym Bogiem. Syn i Duch niczego ‘nie zawdzięczają’ Ojcu, Oni są też – Każdy na swój sposób – racją Ojca.”6

No cóż… Jeśli słowa mają znaczyć to, co znaczą, to zarówno Syn jak i Duch, będąc odpowiednio „zrodzonym” oraz „tchnionym”, oraz mając swe „źródło” oraz „początek” w Ojcu, w oczywisty sposób jednak „coś” Mu „zawdzięczają”.

Takich wewnętrznych sprzeczności jest zresztą więcej. Twierdzi się na przykład, że trzy boskie hipostazy posiadają jedną i tą samą naturę, inaczej mówiąc, są zapodmiotowione w jednej naturze, która z kolei jest niezłożona i niepodzielna. Konsekwencją tego jest to, że przyjęcie do swej natury boskiej – przez jakąkolwiek boską hipostazę – dodatkowej natury ludzkiej, co wszak miało miejsce podczas inkarnacji, skutkuje dodaniem tejże natury ludzkiej do wszystkich pozostałych hipostaz. Natura Boża jest bowiem jedna i niepodzielna. Nie można więc dodawać natury boskiej do jej części, która należy jedynie do Bożego Syna.

Te wzajemne sprzeczności pojawiają się dość często i nie za bardzo udaje się je przykryć mglistym i redefiniowanym językiem. Trudno w tym przypadku nie przypomnieć sobie ostrzeżenia, które zostało zapisane dwa tysiące lat temu:

1Tm 6:20 (BW)
20. Tymoteuszu! Strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej mowy i sprzecznych twierdzeń, błędnej, rzekomej nauki,

Wydaje się jednak, że największą słabością trynitaryzmu jest brak tego pojęcia w Biblii. Nie samego terminu „Trójca”, bo tak jak pisałem wcześniej, nie można budować swojej argumentacji na braku występowania konkretnej nazwy. Problem jednak w tym, że nie tyle brak nazwy dziwi, ile brak idei i koncepcji Trójcy. Co prawda trynitarianie twierdzą, że nauka o Trójcy nie została wyrażona w Nowym Testamencie wprost, jednak znajdują się w nim jej „materiały”, z których zbudować można (a nawet trzeba) całą strukturę. Uważa się, że pierwotny Kościół nie zdefiniował w sposób ścisły nauki o Trójcy oraz nie podał dokładnych relacji pomiędzy trzema boskimi osobami, jednak cały czas wierzył w to, że Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem oraz Duch jest Bogiem i każda z tych osób jest owym jednym Bogiem. Wciąż pozostaje jednak proste pytanie: jeśli tak wierzyli, to czemu tego nie opisali? Możliwości językowe były. Można było napisać: dla nas istnieje jeden Bóg Ojciec, Syn i Duch. Tych trzech jest jednym Bogiem.

Po drugie, nawet jeśli nauka o Trójcy była niesprecyzowana, ale wierzono w to, że Ojciec, Syn i Duch byli jednym Bogiem, to zwraca uwagę fakt, że nikt o tą sprawę nie pytał. Bez względu na to, czy Trójca była wówczas dobrze zdefiniowana, czy też stanowiła jedynie „materiały budulcowe”, każdy chrześcijanin, a zwłaszcza ten pochodzenia żydowskiego zadawałby sobie pytanie w rodzaju: „wierzyłem dotąd w jednego Boga i był nim Ojciec. Jak to jest, że teraz wierzę w Ojca, Syna i Ducha i nadal wierzę w jednego Boga? Jak to z sobą pogodzić?”. Nie wolno zapominać nam o tym, że historia ludu Starego Przymierza jest ciągłą walką z wielobóstwem7 oraz nieustanną obroną jedności Boga, rozumianą oczywiście w taki sposób, jak rozumie ją każdy obiektywny człowiek – jako jedność osobowa. Myśl o wielu osobach w Bogu była ideą obcą temu narodowi, nigdzie nie wyrażoną. Na takie podłoże trafiła ewangelia głoszona przez Pana Jezusa oraz apostołów. Zmiana w nauczaniu o naturze Boga musiałaby wywołać szok i oczywiste pytania. A któż lepiej odpowiedziałby na podobne pytania i rozterki niż natchnieni apostołowie i prorocy? Skąd zatem to dziwne milczenie na ten temat, skoro problem przecież musiał się pojawić?

Oczywiste jest przy tym, że gdyby apostołowie napisali: „dla nas istnieje jeden Bóg: Ojciec, Syn i Duch”, to nikt by wówczas do końca tego nie rozumiał, ale przecież dzisiaj też nikt tego nie rozumie. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Dlaczego więc nikt tego nie napisał? Przecież to proste słowa. Dlaczego wreszcie znajdujemy w Piśmie twierdzenia sugerujące wprost przeciwną niż Trójca naukę, mianowicie tą, że tym „jednym/jedynym Bogiem” nie są trzy osoby, lecz jedna – Ojciec (1Kor 8:6; Ef 4:6; J 17:3). Wygląda to tak, jakby Bóg z jednej strony wymagał od nas wiary w Trójcę jako koniecznej do zbawienia, z drugiej zaś podawał mylne tropy, by tą wiarę w maksymalny sposób ukryć. Trudno przejść nad tymi problemami do porządku dziennego.

Prawie 2000 lat termu, prawdopodobnie najwybitniejszy teolog z grona apostołów, Paweł z Tarsu, wypowiedział do starszych z Efezu znamienne słowa:

Dz 20:27 (BW)
27. Nie uchylałem się bowiem od zwiastowania wam całej woli Bożej.

Czy nauczanie o tym, że jeden Bóg to Ojciec, Syn i Duch razem wzięci wchodziłoby w zwiastowanie „całej woli Bożej”, czy też nie? Czy byłaby to ważna doktryna, czy też mało istotna? Odpowiedź wydaje się oczywista. Brak takiej wypowiedzi z ust Pawła zdaje się sugerować, że po prostu takiej nauki nie znał.

To milczenie jest jeszcze bardziej zdumiewające, ze względu na fakt nie występowania modlitw do Trójcy jako takiej, oraz braku przykładów jej czczenia. Zawsze modlitwy kierowane są albo do Ojca (głównie) lub też sporadycznie do Syna. Nigdy do Ducha, nigdy do całej Trójcy naraz.

To wszystko sprawia, że tak naprawdę… prawie w ogóle nie ma debat o Trójcy. I zanim Czytelniku zaprotestujesz, to pozwól, że wyjaśnię to dokładniej. Uczestniczyłem w wielu, zarówno internetowych jak i „realnych” dyskusjach związanych z tym przedmiotem. „Związanych”, ponieważ najczęściej, nawet gdy zaczniemy od tematu „Trójcy” jako takiej, niemal natychmiast dyskusja zbacza na inne tory: boskości Pana Jezusa bądź boskości i osobowości Ducha Świętego. Ma to swoją oczywistą przyczynę – trynitarianie podświadomie zdają sobie z tego sprawę, że nie ma możliwości udowodnienia trójjedyności Boga przez bezpośrednie teksty biblijne, dlatego muszą czynić to w sposób „pośredni” – udowadniając najpierw boskość Pana Jezusa, potem osobowość i boskość Ducha, i spinając to na końcu twierdzeniem, że jest przecież jeden Bóg. Tak przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju prowadzenia rozmów, że nie przychodzi nam do głowy, by na początku zadać naszemu interlokutorowi proste i jasne pytanie: „gdybyś miał wskazać tylko jeden werset biblijny, którym miałbyś udowodnić komuś, że Bóg jest trójjedyny, który byś pokazał?”. Czy słyszysz Czytelniku tą ciszę i gwałtowne szukanie w myślach odpowiedzi? Ja słyszę. Powód jest oczywisty – trudno znaleźć taki werset. W zasadzie, nie ma takiego ani jednego i warto zdać sobie z tego sprawę. I to jest największa słabość trynitaryzmu.

Przypisy

1 J. Zabiełło, Trójjedyny Bóg, [online], https://watchtower.org.pl/jz-trojca.php, [dostęp: 01 sierpnia 2018].

2 Słowo „istota” w rzeczywistości można rozumieć dwojako, albo jako byt, istnienie (co proponuje autor), albo też jako esencję, naturę jakiegoś bytu, coś co sprawia, że dany byt jest tym, czym jest.

3 Zwolennik Trójcy może co prawda powiedzieć, że osoba (boska) jest Bogiem, jednak nie może stwierdzić, że Bóg jest osobą, ponieważ definiuje się Go jako „złożenie” trzech osób. Jest więc On triadą osób, a nie osobą.

4 C.S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, T. 1, str. 211.

5 Tamże, str. 214.

6 Tamże, str. 225.

7 W tym kontekście dość zdumiewająco brzmią słowa ks. Bartnika: „Prawdopodobnie długa tradycja wielobóstwa (politeizmu) przygotowywała obraz, ideę i pomysł Trzech Osób… Religie niemonoteistyczne doświadczały – i doświadczają – Boga jakby bardziej konkretnie, „namiętnie” i żywo, niż ma to miejsce w czystym monoteizmie…”. Zob. C.S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, T. 1, str. 164, 166.