Konflikt

Sobór w Nicei zastał Kościół zróżnicowany doktrynalnie, jak to przedstawiono w poprzednich rozdziałach. Jednak był to dopiero przedsmak prawdziwego konfliktu, który rozpoczął się na dobre wraz z nauczaniem Ariusza. Ten ostatni był prezbiterem w Aleksandrii, urodzonym około 260 r. Uważa się, że był uczniem znanego w swych czasach teologa – Lucjana z Antiochii1. Ksiądz Jan Gliński opisuje osobę Ariusza w następujący sposób:

„Był to człowiek wpływowy, dobry kaznodzieja, łagodny w sposobie bycia, obdarzony darem pozyskiwania ludzi, zwłaszcza marynarzy, młynarzy, handlarzy i innych”2.

Poglądy Ariusza

Cóż takiego głosił Ariusz? Ponieważ wszystkie jego dzieła zostały zniszczone przez późniejszą ortodoksję, w tym poetyckie dzieło Thaleia3. jego nauczanie możemy odtworzyć jedynie na podstawie pism polemistów. Zakładając, iż te przytoczenia nie odbiegają zbyt daleko od prawdy, cytuję dwa z nich:

„Wyznajemy jednego Boga, który jedyny nie został stworzony. Jedynego wiecznego, jedynego bez początku, jedynego prawdziwego, jedynego nieśmiertelnego, jedynego najlepszego, jedynego potężnego, stwórcę, porządkującego i kierującego wszechświatem, trwałego i niezmiennego, sprawiedliwego i najlepszego. Boga Prawa, proroków i Nowego Testamentu.

Wyznajemy, że ten Bóg zrodził Syna jednorodzonego przed wszystkimi wiekami, przez którego uczynił świat i wszystko; że Ten narodził się nie pozornie, lecz prawdziwie, posłuszny woli Jego; że jest trwały i niezmienny, że jest doskonałym stworzeniem Boga, że nie jest jednak jednym ze stworzeń, że jest stworzeniem innym niż pozostałe stworzenia.

Syn nie jest rozciągnięciem się Ojca, jak to tłumaczył Walentyn. Nie jest też częścią substancji Ojca, jak to wykładał Manicheusz, nie jest również tym samym, co Ojciec, jak głosił Sabeliusz, który jedność podzielił i tego samego nazywa raz Synem, to znów Ojcem, nie jest światłem ze światła lub lampą podzieloną na dwie części, jak wyobrażał sobie Hierachas.

Nie było też tak, że Ten, który był najpierw, później narodził się czy też został stworzony w najbardziej mistrzowski sposób jako Syn, jak mówią niektórzy, który ty, święty ojcze, potępiłeś w Kościele i w otoczeniu braci. Lecz jak to już powiedzieliśmy, wolą Boga przed czasem i wiekami został stworzony, otrzymując od Ojca życie i istnienie, i od Ojca też otrzymuje współistniejącą z Nim chwałę. Ojciec przekazując mu wszystko w dziedzictwo, nie pozbawił siebie tego, co ma jako niestworzone. Jest źródłem wszystkiego”.4

„… stworzony przez wolę Boga przed czasem i eonami i od Ojca otrzymał życie, byt i chwałę, którym Ojciec pozwolił jednocześnie z Nim zaistnieć. Albowiem Ojciec, gdy przekazał Mu wszystko w dziedzictwie, sam nie pozbawił się tego, co bez powstawania w sobie nosi; jest on przecież źródłem bytu. Są zatem trzy hipostazy: (Ojciec, Syn i Duch Święty). Mianowicie sam Bóg, o ile jest On fundamentem wszelkiego bytu, jest absolutnie niepochodzący.

Syn, zrodzony z Ojca poza czasem, stworzony i ukonstytuowany przed wszystkimi eonami, nie istniał, zanim nie został zrodzony; ale On jeden, jako zrodzony poza czasem (i) przed wszystkim (innym stworzeniem), otrzymał istnienie od (samego) Ojca. Nie jest On ani odwieczny, ani jednakowo wieczny z Ojcem, ani nie dzieli On z Ojcem niezrodzoności; nie ma On również razem z Ojcem bytu, jak utrzymują niektórzy, mając na uwadze (arystotelesowskie) kategorie relacji, gdy wprowadzają dwa niezrodzone pryncypia. Wprost przeciwnie, Bóg, jako jedność i źródło wszystkich bytów, jest przed wszystkimi rzeczami.”5

Spór z Aleksandrem

Głoszona przez Ariusza nauka odbiegała od tej, którą wyznawał jego biskup – Aleksander. Z tego powodu nastąpiło oskarżenie Ariusza o herezję. Doprowadziło to do dysputy z jego przeciwnikami przed Aleksandrem, oraz późniejszego synodu w Aleksandrii (ok. 322 r.). Zgromadziło się na nim około 100 biskupów z Egiptu i Libii. Nauczanie Ariusza zostało potępione a on sam ekskomunikowany. Ariusz schronił się w Azji korzystając ze wsparcia dwóch znaczących biskupów – Euzebiusza z Cezarei oraz Euzebiusza z Nikomedii.

Ten ostatni był jego towarzyszem z czasów nauki w szkole Lucjana w Antiochii. Co ciekawe, w liście do owego przyjaciela Ariusz stwierdza, że jego nauczanie „znajduje szerokie poparcie w całym chrześcijańskim Wschodzie”6. Wydaje się to nie być dalekie od prawdy. Albowiem po przybyciu do Azji, dwa synody – w Cezarei i Nikomedii – poparły jego doktrynę7. Z kolei inny synod, zwołany do Antiochii w roku 324 lub na początku 325, przy obecności około 60 biskupów potępił Ariusza.

Sobór w Nicei

Credo

W związku z szerzącym się sporem zwołano do Nicei kolejny synod8 mający na celu doprowadzenie Kościoła do jedności. Interesującym jest fakt, iż był to pierwszy synod zwołany nie przez dostojnika kościelnego, lecz przez cesarza – człowieka świeckiego9. Przyjmuje się, w zależności od źródeł, iż stawiło się na nim od 250 do 300 biskupów, głównie chrześcijaństwa wschodniego. Według historyków sobór w Nicei obfitował w burzliwe spory. Jednak ukoronowane zostały one stworzeniem credo, które odtąd miało definiować prawowierność. Brzmi ono jak poniżej:

„Wierzymy w jednego Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, zrodzonego z Ojca, jednorodzonego, to jest z istoty Ojca, Boga z Boga, Światłość ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego, zrodzonego, a nie uczynionego, współistotnego Ojcu, przez którego wszystko się stało, co jest w niebie i co jest na ziemi, który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił i przyjął ciało, stał się człowiekiem, cierpiał i zmartwychwstał trzeciego dnia, wstąpił do nieba, przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

I w Ducha Świętego. Tych, którzy mówią: <<był kiedyś czas kiedy go nie było>> lub <> lub <<stał się z niczego>> lub pochodzi z innej hipostazy, lub z innej substancji [niż Ojciec], lub, że Syn Boży jest zmienny i przeobrażalny, tych wszystkich powszechny i apostolski Kościół wyłącza.”10

Co ciekawe, według Euzebiusza termin „współistotny” (gr. homoousios) miał zaproponować sam cesarz Konstantyn. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że według tego samego Euzebiusza, to on sam (Euzebiusz) pierwotnie przedstawił wyznanie wiary. Nie spotkało się ono ze sprzeciwem. Jego propozycja brzmiała nieco inaczej niż znany dzisiaj tekst.

Propozycja credo przedstawiona przez Euzebiusza z Cezarei

„Wiarę naszą, jak ją przyjęliśmy od naszych poprzedników biskupów w czasie katechezy, w czasie przyjmowania chrztu oraz jak ją poznaliśmy z Bożych Pism, jaką wyznawaliśmy i jakiej nauczaliśmy jako prezbiterzy, a następnie jako biskupi, tak samo wierząc w chwili obecnej, wam przedstawiamy. Oto ona:

Wierzymy w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych oraz w jednego Pana, Jezusa Chrystusa, Słowo Boga, Boga z Boga, światłość ze światłości, życie z życia, Syna jednorodzonego, pierworodnego całego stworzenia, zrodzonego z Ojca przed wszystkimi wiekami. Przez którego wszystko się stało, który dla naszego zbawienia przybrał ciało i przebywał między ludźmi, cierpiał, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił do Ojca, ponownie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych.

Wierzymy także w jednego Ducha Świętego. Jednocześnie wierzymy, że każdy z Nich jest oraz istnieje [podmiotowo]: Ojciec jest prawdziwie Ojcem, Syn prawdziwie Synem, Duch Święty prawdziwie Duchem Świętym, zgodnie z tym, co powiedział także nasz Zbawiciel, posyłając swoich uczniów w celu przepowiadania: ‘Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego’.

Zapewniamy was, że tak samo utrzymujemy, tak samo myślimy, od dawna tak samo utrzymywaliśmy i aż do śmierci wytrwamy w tej wierze, wyklinając wszelką bezbożną herezję. Uroczyście oświadczamy wobec Boga wszechmogącego i wobec Pana naszego Jezusa Chrystusa, że wszystko co myśleliśmy z całego serca i z całej duszy, odkąd się znamy, i że obecnie myślimy i mówimy zgodnie z prawdą. Możemy przy tym dowieść i przekonać was, że również w przeszłości tak samo wierzyliśmy i tak samo nauczaliśmy”11.

Widać, iż przedstawiona przez Euzebiusza formuła była dużo bardziej kompromisowa i nie zawierała jawnego potępienia arianizmu. Co ważniejsze, brak w niej było terminu homoousios, który w późniejszych latach sprawi tak ogromne problemy. Jest to o tyle istotne, iż według niektórych historyków spośród trzech stronnictw, które wyodrębnił sobór w Nicei – zwolenników współistotności oraz radykalnych arian było najmniej. Największą zaś grupę stanowiły osoby bliskie poglądom Euzebiusza.

„Najliczniejszej grupie zebranych przewodniczył człowiek o łagodnym usposobieniu – Euzebiusz z Cezarei, historyk Kościoła, którego niechęć do sporów przejawiła się w zaproponowaniu poglądu, stanowiącego jego zdaniem możliwy do przyjęcia kompromis. Wezwał on do zaakceptowania poglądu umiarkowanego, który łączył najlepsze elementy z koncepcji Ariusza i Atanazego. Z początku poparło go ponad dwustu uczestników soboru. Euzebiusz nauczał, że Chrystus nie został stworzony z niczego, jak utrzymywał Ariusz, ale że został zrodzony z Ojca w jakimś konkretnym momencie wieczności. Chrystus był tej samej (homoi) lub podobnej istoty co Ojciec.”.12

Jest to o tyle ważne, że panuje opinia, w świetle której sobór w Nicei potwierdza, iż niemal całe chrześcijaństwo było zdecydowanie ortodoksyjne w dzisiejszym, trynitarnym znaczeniu tego słowa. Wszak wyznanie wiary, które tam ułożono przyjęto ogromną większością.  Jedynie trzech biskupów odmówiło złożenia pod nim swoich podpisów (między innymi Ariusz). Symptomatyczne jest jednak to, że w gronie tych trzech zabrakło Euzebiusza z Cezarei czy też Euzebiusza z Nikomedii, choć ten ostatni jawi się jako ortodoksyjny arianin, późniejszy główny ideolog tego ruchu. Co zatem sprawiło, iż podpisali ten dokument?

Rola Konstantyna

Powody mogły być dwa. Pierwszym z nich mógł być sam cesarz Konstantyn. Jego rolę i znaczenie na tym synodzie opisuje Jan Gliński:

„…faktycznie, chociaż nieformalnie, cesarz Konstantyn sam kierował pracami całego soboru i wywierał bezpośredni wpływ na podejmowane przezeń decyzje. Uważał on bowiem, że roztoczenie nad owczarnią Chrystusową osobistego protektoratu, będzie stanowić nieodzowny warunek jedności i pokoju wewnętrznego w rządzonym przez niego Imperium.”13

Pierwszy raz od powstania chrześcijaństwa Kościół znalazł się w roli religii nie prześladowanej, lecz dominującej. Cesarstwo, które chwilę wcześniej tępiło chrześcijan wszelkimi możliwymi sposobami, teraz zapragnęło mieć ich po swojej stronie. Przy takiej zmianie roli i przy takiej postawie samego cesarza, trudno było mu się przeciwstawiać. Jego autorytet wśród biskupów był tak wielki, że (jak świadczy powyższy cytat) biskupi jemu właśnie powierzyli nie tylko władzę zwołania synodu, ale także (choć może nie bezpośrednio) jego prowadzenie.

To z pewnością doprowadziło do bardziej spolegliwego stanowiska co do zaakceptowania wyznania, które cieszyło się poparciem imperatora. Któż bowiem może sprzeciwiać się cesarzowi? Zwłaszcza takiemu, który postanowił z Kościoła prześladowanego uczynić religię panującą w swoim Imperium. Jeśli proponuje termin „współistotny”, zatem należy go przyjąć, podobnie jak całe credo, które cieszyło się jego aprobatą.14 Całkiem celnie podsumowuje to ks. Eligiusz Piotrowski:

„Wyznanie wiary nie zostało przyjęte w sposób entuzjastyczny, lecz przeciwnie, można mówić o pewnej wobec niego rezerwie. Kluczowy termin ‘współistotny Ojcu’ poddawany był poważnej krytyce ze względu na swą niebiblijność, materialne skojarzenia i ‘heretycką’ historię… Symbol Nicejski został przyjęty na soborze zarówno przez ortodoksję, jak też arian i orygenistów. Historia pokaże, że nie stało za tym wewnętrzne przekonanie, lecz zewnętrzna zgoda ze względu na cesarza.”15

Tak więc rzymskokatolicki uczony przyznaje ważną rolę cesarza w przyjęciu credo. Wydaje się jednak, iż zwykły ludzki oportunizm nie był jedyną przyczyną niemal powszechnego zaakceptowania nicejskiego wyznania wiary.

Termin “współistotny” – oś konfliktu

Okazuje się bowiem, że pomimo „niebiblijności, materialnego skojarzenia i “heretyckiej’ historii” termin „współistotny” był na tyle pojemny, iż można było go różnie interpretować. Wspominany już pierwszy historyk Kościoła, Euzebiusz z Cezarei, pisząc list wyjaśniający do swego Kościoła, tłumaczy w jaki sposób pojmował to słowo:

„Tak samo poddając badaniu wyrażenie, że <>, w trakcie dyskusji ustalono, że współistotny jest nie według tego, co dotyczy ciał ani nie na podobieństwo żywych istot śmiertelnych, ani na zasadzie podziału istoty, ani na zasadzie rozdzielenia się, ani na zasadzie doznania, zmiany czy przeobrażenia istoty i mocy Ojca. Albowiem niezrodzona natura Ojca obca jest tym wszystkim wyobrażeniem.

Zwrot <<współistotny Ojcu>> wskazuje, że Syn Boży nie przejawia żadnego podobieństwa do zrodzonych stworzeń, podobny jest natomiast we wszystkim tylko do Ojca, który Go zrodził, i nie jest z innej hipostazy czy istoty, lecz z Ojca. I ja sam również odniosłem wrażenie, że słusznie postąpię wyrażając swą zgodę na tego rodzaju interpretację, zwłaszcza że dowiedzieliśmy się, iż określeniem <<współistotny>> posługiwali się już w dawnych czasach niektórzy uczeni, wybitni biskupi i pisarze, kiedy wykładali naukę o Ojcu i Synu Słowie-Bożym.”

Dla Euzebiusza zatem, słowo „współistotny” nie oznaczało bycia numerycznie tą samą istotą bądź hipostazą co Ojciec. Raczej, po pierwsze, odrębność Syna od stworzenia. Po drugie zaś, posiadanie przez Niego takiej samej (lecz nie numerycznie tej samej) istoty i hipostazy jak Ojciec. Innymi słowy, Euzebiusz zdaje się wskazywać na to, że „współistotność” rozumieć należy raczej „gatunkowo” niż numerycznie. W świetle panujących dzisiaj ortodoksyjnych wyjaśnień i definicji, trudno nie odnieść wrażenia, że ten kluczowy termin nie był jednak przez niego prawidłowo rozumiany, a co za tym idzie, pewnie przez wielu innych biskupów.

Jeśli tak się rzeczy mają, oznacza to ni mniej ni więcej to, że tak powszechne przyjęcie Symbolu Nicejskiego niekoniecznie miało swą przyczynę w rzeczywistym popieraniu użytych tam sformułowań rozumianych tak jak chce tego późniejsza i współczesna ortodoksja, a było raczej spowodowane presją cesarza oraz niejednoznacznością samego terminu „współistotny”. Dowiodły tego zresztą następne lata.

Po soborze w Nicei

Wkrótce wyszło bowiem na jaw, że arianizm popierało około 30 obecnych na tym synodzie biskupów,16 zaś wszystko to co działo się po Nicei można określić mianem jednego wielkiego zamieszania, co jest z kolei niezbitym dowodem na rzeczywisty brak jednomyślności w gronie ówczesnych biskupów – a co za tym idzie – także zwykłych wiernych.

Należy pamiętać bowiem, że IV wiek to czas 90 synodów, często określających swe wierzenia odmiennie niż sobór w Nicei, unikających jak ognia słowa homoousios i próbujących ułożyć nowe wyznania wiary oparte o inne terminy. W ich wyniku w kolejnych latach wykrystalizowały się cztery główne poglądy – jeden nicejski, dwa ariański oraz jeden, który zdawał się stać pośrodku, choć raczej bliżej było mu do nicejczyków17. Poniżej przedstawiam cztery grupy ówczesnych chrześcijan utożsamiane z owymi poglądami:

  • Nicejczycy – również nazywani homouzjanami. Zwolennicy nauczania o współistotności (homoousios) Syna. Obrońcy Trójcy w jej obecnej, ortodoksyjnej formie. Głównym postaciami byli Atanazy, Grzegorz z Nyssy, Grzegorz z Nazjanzu, Bazyli Wielki, Hilary z Poitiers. To oni tak naprawdę nadali kształt nauce o trójjedyności Boga.

  • Semiarianie – konserwatywne skrzydło ariańskie zbliżone do nicejczyków, prawdopodobnie najliczniejsza grupa chrześcijan na Wschodzie. Czasami również określani jako homojuzjanie od słowa homoiousios – podobnej istoty. Nauczali, iż Syn ma podobną istotę do Ojca, że został zrodzony z Ojca, a nie stworzony, oraz, że istnieje z Nim od wieczności. Część z nich została przekonana do poglądu nicejskiego po zmianie stanowiska Atanazego w stosunku do nich. Atanazy od pewnego momentu uważał ich określenia relacji Ojca z Synem za ortodoksyjne, choć nie do końca poprawne. Był zwolennikiem dialogu z tym stronnictwem. Główna postać to Bazyli z Ancyry.

  • Anomeje – zwani także aecjanami, eunomianami lub eudoksjanami. Radykalni i konserwatywni arianie. Według nich, Syn był pierwszym stworzeniem Ojca i jest do Niego niepodobny (anomoios). Przywódcami tego ruchu byli Aecjusz, Eunomiusz oraz Eudoksjusz.

  • Homeje – popierający pogląd o podobieństwie Syna z Ojcem (od słowa homoios – podobny), oraz o Jego podporządkowaniu Ojcu. Podobieństwo niekoniecznie rozumiano jako podobieństwo istoty, tak jak w przypadku homojuzjan, lecz bardziej ogólnie. Przewodzili im biskupi Ursacjusz oraz Walens.

Cokolwiek by nie powiedzieć, już sam fakt tego rodzaju podziału jest jasnym argumentem przemawiającym za tym, że chrystologia w tamtych czasach była niejednolita i trudno mówić o jakiejkolwiek ortodoksji. Te cztery poglądy, tak jak wspomniałem poprzednio, przewijają się w licznych synodach mających miejsce w następnych latach, a kreda tych synodów odzwierciedlają poniekąd to, kto na nich przeważał.

Siła arianizmu

Interesujące może być także to, iż według ks. Eligiusza Piotrowskiego 14 z nich było antynicejskich,18 a synod w Jerozolimie, który w 335 roku zrehabilitował Ariusza i uznał jego wyznanie wiary za „ortodoksyjne, zdrowe i zgodne z nauką Kościoła”19 liczył około 200 biskupów.20 Liczba całkiem przyzwoita biorąc pod uwagę twierdzenia niektórych dzisiejszych trynitarnych apologetów przekonujących o stanowczymi i niemal jednomyślnym odrzuceniu nauczania Ariusza przez ówczesny Kościół…

O sile arianizmu w tamtych czasach świadczy także to, że w pewnym okresie zdawał się zwyciężać na Wschodzie, posiadając także niemałe wpływy na Zachodzie. Jego fazą szczytową wydają się być dwa synody, które odbyły się w 359 roku – jeden w Rimni, gdzie spotkało się około 400 biskupów zachodnich, oraz drugi w Seleucji przy frekwencji liczącej około 160 biskupów. Pod wpływem pragnącego jedności w cesarstwie cesarza Konstancjusza i po licznych zwrotach akcji, oba synody zatwierdziły credo, które można było określić jako zwycięskie dla obozu homejczyków21.

To wszystko pokazuje, iż opinia niektórych trynitarian sugerująca, że do IV wieku Kościół był chrystologicznie jednorodny i w pewnym momencie postanowił po prostu zrobić porządek z małą, heretycką grupą arian rozpoczynających głoszenie tego, co nigdy do tej pory nie było nauczane, jest oczywistym nieporozumieniem. Fakty dowodzą czegoś zupełnie innego.

Historia całego sporu ariańskiego jest niezwykle fascynująca, skomplikowana, pełna zwrotów akcji i nie sposób jej omówić w niniejszej książce. Jednak każda osoba poszukująca prawdy o tamtych czasach będzie mogła dotrzeć do źródeł opisujących to w sposób bardziej szczegółowy. W każdej rzetelnej pozycji na ten temat znajdzie się informacja o ówczesnej sile i wpływie poglądów ariańskich. Ich wyrazem niech będą słowa ks. Czesława Bartnika, który w ten sposób opisuje „rozkład sił” w ówczesnym Kościele:

„Z dostępnych nam dziś świadectw wynika, że większość ‘inteligencji’ ówczesnej opowiedziała się za arianizmem. Poparły go też liczne synody kościelne (nie są one nieomylne). A św. Hieronim napisał w Dialogu przeciw Lucyferianom (19), że ‘Cały świat westchnął, widząc z przerażeniem, że stał się ariański’”.22

Nieszczęsne homoousios

Wróćmy jednak do kwestii samego soboru w Nicei. Jak wspomina Henryk Pietras, „po soborze przez 25 lat nie było nikogo, kto byłby zwolennikiem podpisanego tam wyznania wiary: kto mógł, tworzył nowe, na wielu synodach, i zanosił do cesarza, żeby tamto podmienić”.23 Przyczyna była jedna: wspomniane już słowo homoousios, o którego wadze i znaczeniu tak pisze wspomniany autor:

„Pamiętamy, że termin ten został (prawdopodobnie) potępiony w kontekście wypowiedzi Pawła z Samosaty i być może dlatego właśnie nawet Aleksander w sporze z Ariuszem początkowo nie chciał go używać – jak wynika z relacji Sozomena. W końcu miał na to przystać, ale nie wydaje mi się, by zgoda ta była czymś wiele większym niż posunięcie taktyczne. Zaiste nie wiadomo zatem, kto mógłby taki pomysł cesarzowi podsunąć. On sam widział zaś zapewne, że dla określenia, iż dwie rzeczy są tej samej natury (lub istoty), używa się terminu homoousios w jak najpotoczniejszym znaczeniu. Mogło mu się to zatem wydawać dobrym uzupełnieniem, choć, jak zaraz zobaczymy, wywołało burzę, gdyż wśród biskupów nie widać raczej nikogo, komu mogłoby się to podobać jeszcze chwilę przed poparciem cesarza dla tego terminu.

Legenda o poparciu homoousii przez wszystkich ‘ortodoksów’ w przeciwieństwie do arian jest tak silnie zakorzeniona, iż do dziś możemy przeczytać, że w Nicei Aleksander, Atanazy i inni usilnie forsowali to wyrażenie, choć jedynym tekstem pozytywnie mówiącym o nim w tamtych czasach jest komentowany właśnie tekst Euzebiusza, u Aleksandra nie pojawia się ono nigdy, a u Atanazego dopiero 25 lat po soborze. Również Lewis Ayres pisze, że słowo homoousios zostało wybrane z teologicznych względów, ze świadomością, że Ariusz się z nim nie zgadza. Jest to ciągle – moim zdaniem – kontynuacja mitu, że ‘ortodoksi’ bronili współistotności, a ‘arianie’ ją zwalczali. Mitu anachronicznego (jak każdy mit), rzutującego na Sobór Nicejski poglądy torujące sobie drogę w Kościele dopiero 30 lat później – i jeszcze później.

Znamienne, że pierwszym tekstem synodalnym, jaki zachował się do naszych czasów, w którym współistotność się przyjmuje a nie odrzuca, jest dopiero orzeczenie synodu paryskiego z 360 roku, a w Aleksandrii, w której wedle wspomnianego mitu mniej liczni zwolennicy Atanazego byli homouzjanami, dopiero w 362 roku.”24

Homoousios? Ale co to w ogóle znaczy?

Tak jak wspomniałem wcześniej, słowo „współistotny” potęgowało zamieszanie i do pewnego momentu wręcz nie sposób było go bronić. Po prostu nie do końca było wiadomo jak to wyrażenie interpretować. Zwróćmy uwagę, iż dla żyjących w tamtym czasie chrześcijan mówiących po grecku nie było oczywiste dzisiejsze rozróżnienie na Boga będącego jedną istotą (ousia) w trzech osobach (hypostasis). Dla wschodniego chrześcijaństwa słowo ousia miało bowiem znaczenie „czegoś co istnieje”, bytu, substancji – mówiąc językiem Arystotelesa – substancji jednostkowej i niepodzielnej. Jednak, co znacznie utrudniało sprawę, było ono także synonimem słowa hypostasis. To z kolei prowadziło do dalszego zamieszania, bowiem używano tych słów wymiennie rozumiejąc to ostatnie także jako jednostkową substancję.

Powstawało więc oczywiste pytanie, jak termin „współistotny” (homoousios) należało rozumieć? Czy w taki sposób, że Syn Boży jest numerycznie tym samym bytem co Ojciec? Numerycznie tą samą substancją (ousia oraz hypostasis)? To siłą rzeczy sugerowało modalizm i w ten sposób Wschód (w dużej mierze antynicejski) patrzył na to co ustalono w 325 r. A może chodziło o to, iż Syn jest jakościowo taką samą substancją (ousia oraz hypostasis) co Ojciec, należąc z Nim do jednej kategorii gatunku ale będąc przy tym odrębnym bytem/istotą? To z kolei prowadziło do myślenia tryteistycznego i przez ten pryzmat Zachód spoglądał na walczący z Niceą Wschód.

Ojcowie Kapadoccy

To napięcie między ilościowym lub jakościowym rozumieniem homoousios występowało stale i trudno było dojść do jakichś sensownych wniosków, skoro jedno rozumienie prowadziło do jawnego modalizmu a drugie do tryteizmu. Sytuacja zdawała się być patowa i trudno powiedzieć, jak skończyłyby się losy samego terminu i czy nie odszedłby on w niechlubną niepamięć, gdyby nie rozróżnienie dokonane przez Bazylego Wielkiego, jednego z trzech Ojców Kapadockich.25

Stwierdził on mianowicie, że termin ousia nie jest tożsamy z nazwą hypostasis i rozróżniając je orzekł, że Bóg jest jedną ousia (substancją, istotą) będąc zarazem trzema hypostasis (w rozumieniu kogoś, kto posiada jednostkowe, indywidualne właściwości). Henryk Pietras komentuje to następująco:

„Bazyli ustalił w oparciu o zasady filozofii stoickiej: ousia = to co wspólne i co może być ujednostkowione przez hypostasis . Hypostasis = własność, sposób konkretnego istnienia ousii. Trzy hipostazy odpowiadają więc ojcostwu, synostwu i uświęceniu.”26

Co ciekawe, Henryk Pietras przyznaje, iż w wyniku takiego rozróżnienia następuje „zmiana znaczenia nicejskiego homoousios”, które pierwotnie rozumiano raczej w sensie pochodzenia Syna z istoty Ojca a nie współdzielenia tej samej istoty, co byłoby w tamtych czasach poglądem czysto modalistycznym, właśnie ze względu na synonimiczne traktowanie homoousios oraz ousia.27 Fakt pozostaje faktem, iż owo rozróżnienie zaproponowane przez Bazylego przyjęło się wśród nicejczyków na Wschodzie i stanowiło podstawę do precyzyjnego zbudowania poglądu, który później stał się wyznacznikiem ortodoksji.28

Poparcie z Zachodu

W tym samym czasie Hilary z Poitiers formułował na Zachodzie praktycznie tą samą doktrynę, używając w stosunku do Boga łacińskich określeń – essentia, substantia oraz natura, wskazujących na istotę rzeczy, coś co ją konstytuuje, co sprawia, iż jest ona tym, czym jest. Z kolei Ojciec, Syn i Duch rozróżniani byli przy użyciu słowa persona – osoba. Stąd w dzisiejszym chrześcijaństwie częste definiowanie Trójcy jako jednego Boga dzielącego wspólną naturę (natura), esencję (essentia) czy też istotę (ousia), egzystującego przy tym w trzech odrębnych od siebie osobach (persona, hypostasis).

Powyższa precyzacja używanej terminologii była przełomowa. Przede wszystkim pozwoliła nicejczykom na ubranie swej wiary w odpowiednie słowa i uniknięcie zarzutów o tryteizm z jednej strony, czy też modalizm z drugiej, oraz ucieczkę przed ciągłym miotaniem się między jednym a drugim. Po drugie, doprowadziła także do wzajemnego zrozumienia pomiędzy podobnie wierzącymi ze Wschodu oraz Zachodu. Po trzecie wreszcie, i chyba najważniejsze, spowodowała dialog pomiędzy nicejczykami oraz homojuzjanami, największą liczebnie partą antynicejską. To z kolei doprowadziło do stopniowego przechodzenia semiarian – nie mogących się pogodzić ze stosunkowo radykalnym stanowiskiem homejów i anomian – na pozycje nicejskie. Wagę pracy Ojców Kapadockich tak ocenił Richard Rubenstein:

„Piękno tej doktryny polegało na tym, że w końcu usunęła sabeliańskie konotacje z nicejskiego kredo. Jezus mógł stać się wreszcie Bogiem bez bycia pewnego rodzaju udawanym człowiekiem lub ludzkim okryciem. To sprawiło, iż w końcu dla arian wierzących w sformułowanie: „podobny co do istoty”, stało się możliwe przejście na pozycje wierzących w określenie: „tej samej istoty”, bez poczucia redukowania Chrystusa do poziomu jakiejś nazwy bądź jedynie działania Boga, lub też jakiejś czasowej i mniej realnej manifestacji Stwórcy. Innymi słowy, Ojcowie Kapadoccy stwierdzili, iż konserwatywni arianie (grupa, z którą niegdyś sam Bazyli był związany) mogła zaprzestać obaw przed całkowitym rozmyciem się Jezusa w Bogu.”29

Zwycięstwo trynitarian

Oczywiście nie znaczyło to, iż arianizm w owym momencie upadł, wszak pozostali jeszcze homeje i anomeje, oraz część semiarian. Całkowite zwycięstwo atanazjan dokonało się za sprawą panowania cesarza Teodozjusza Wielkiego (347–395), gorącego zwolennika Nicei. Od czasów Konstantyna aż do Teodozjusza na cesarskim tronie panowali zarówno zwolennicy doktryny ariańskiej jak i nicejskiej. Każdy z nich oczywiście stawał po stronie tych, których nauczanie popierał, co wiązało się czasami z mniejszym bądź większym prześladowaniem oponentów.

Jednakże cesarz Teodozjusz rozwiązał sprawę w ostateczny i radykalny sposób. 10 stycznia 381 roku wydaje on edykt, który ustala nicejskie wyznanie wiary za prawnie obowiązujące w państwie”.30 Stając po stronie Nicei zakazał arianom i innym heretykom odprawiania nabożeństw, skonfiskował ich kościoły, pozbawił urzędów i wypędził ariańskich biskupów, ograniczył prawo do wyznaczania spadkobierców, pozbawił ich prawa dziedziczenia oraz występowania w sądach jako świadków.31

Świątynie ariańskie palono, podobnie zresztą jak synagogi oraz sanktuaria pogańskie, a ci którzy to czynili, często pozostawali zupełnie bezkarni. Nieco później, „obrona ariańskich poglądów (przynajmniej tych radykalnych) oraz posiadanie ariańskich pism stanie się przestępstwem karanym śmiercią”.32

To, co Teodozjusz czynił na Wschodzie, było niemal lustrzanym odbiciem sytuacji na Zachodzie, gdzie panował Gracjan. Uznał on arian za heretyków, ogłosił przeciwko nim sankcje karne a biskupa Rzymu obwołał „strażnikiem prawdziwej wiary”33 i głową wszystkich biskupów Zachodu.

W takiej właśnie sytuacji, z arianami wypchniętymi na zewnątrz nie tylko przez stronnictwo atanazjan ale także, a może przede wszystkim, przez samo cesarstwo wschodnie i zachodnie, Teodozjusz zwołuje w 381 r. do Konstantynopola synod – w zamierzeniach synod biskupów wschodnich – który dopiero niemal sto lat później zostaje uznany jako sobór powszechny i nazwany Soborem Konstantynopolitańskim I.34

Autor: Arkadiusz Wiśniewski

Przypisy

1 Ks. Henryk Pietras, By nie milczeć o Bogu, Zarys teologii Ojców Kościoła, str. 112.

2 Ks. Jan Gliński sdb, Współistotny Ojcu, str. 21.

3 Lub Thalia.

4 Hilary z Poitiers, O Trójcy Świętej, IV.2, [w:] E. Adamiak, A. Czaja, J. Majewski (red.), Dogmatyka, T. 4, str. 89, 90.

5 Fragment z Listu do Aleksandra z Aleksandrii, napisanego przez Atanazego, [w]: F. Courth, Bóg trójjedynej miłości, str. 173.

6 J. Gliński, Współistotny Ojcu, str. 25.

7 E. Piotrowski, Traktat o Trójcy Świętej, [w:] E. Adamiak, A. Czaja, J. Majewski (red.), Dogmatyka, T. 4, str. 92.

8 Soborem powszechnym został ten synod nazwany dopiero w okresie późniejszym.

9 A. Baron, H. Pietras (red.), Dokumenty Soborów Powszechnych, T. 1, str. 9.

10 Tamże, str. 25.

11 List Euzebiusza z Cezarei do swego Kościoła, 3-6, [w:] A. Baron, H. Pietras (red.), Dokumenty Soborów Powszechnych, T. 1, str. 56, 57.

12 E.E. Cairns, Z chrześcijaństwem przez wieki, str. 128.

13 J. Gliński, Współistotny Ojcu, str. 33.

14 List Euzebiusza z Cezarei do swego Kościoła, 7, [w:] A. Baron, H. Pietras (red.), Dokumenty Soborów Powszechnych, T. 1, str. 57.

15 E. Piotrowski, Traktat o Trójcy Świętej, [w:] E. Adamiak, A. Czaja, J. Majewski (red.), Dogmatyka, T. 4, str. 95.

16 Fourth Century Christianity, [online], http://www.fourthcentury.com/arius-map/, [dostęp: 1 sierpnia 2018].

17 E. Piotrowski, Traktat o Trójcy Świętej, [w:] E. Adamiak, A. Czaja, J. Majewski (red.), Dogmatyka, T. 4, str. 105, 106.

18 Tamże, str. 100.

19 A. Baron, H. Pietras (red.), Synody i Kolekcje Praw, T. 1, str. 93.

20 Fourth Century Christianity, [online], http://www.fourthcentury.com/council-of-jerusalem-ad-335/, [dostęp: 1 sierpnia 2018].

21 J. Gliński, Współistotny Ojcu, str. 100, 101.

22 C.S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, T. 1, str. 765.

23 H. Pietras, Sobór Nicejski, str. 9.

24 Tamże, str. 171.

25 Do Ojców Kapadockich zaliczał się także Grzegorz z Nyssy oraz Grzegorz z Nazjanzu.

26 H. Pietras, By nie milczeć o Bogu, str. 156, 157.

27 Tamże, str. 157.

28 Swoją drogą, taka zmiana znaczenia słów i nadawania im rozumienia odmiennego od funkcjonującego w powszechnej świadomości, stała się swego rodzaju zwyczajem późniejszych wyznawców Nicei, i możemy obserwować to do dnia dzisiejszego.

29 R.E. Rubenstein, When Jesus Became God, str. 207 (tłum. własne).

30 A. Krawczuk, Kronika Rzymu i Cesarstwa Rzymskiego, str. 276.

31 Tenże, Poczet cesarzy rzymskich, str. 422.

32 R.E. Rubenstein, When Jesus Became God, str. 223 (tłum. własne).

33 J. Gliński, Współistotny Ojcu, str. 135.

34 E. Piotrowski, Traktat o Trójcy Świętej, [w:] E. Adamiak, A. Czaja, J. Majewski (red.), Dogmatyka, T. 4, str. 128.

Źródło obrazków: bymotion na pixabay, Wikipedia, Olya Kobruseva z Pexels


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zapisz się na newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach w serwisie Thaleia, zostaw nam swojego maila.