Test Jana

W ostatnich latach pojawiły się gdzieniegdzie całkiem nowe interpretacje fragmentu z 1 Listu Jana 4:1-3. Twierdzi się w nich, że tekst ten stanowi dowód na to, iż Pan Jezus jest Bogiem JHWH, który przyszedł w ciele i każda osoba temu zaprzeczająca posiada ducha antychrysta. Ponieważ część osób nie wierzących w trójjedynego Boga jest „bita” tym fragmentem, więc chciałbym przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu. Tekst, na który powołują się niektórzy trynitarianie brzmi następująco:

1J 4:1-3 (BT II)
1.Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie.
2. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
3. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.

Na pierwszy rzut oka wersety wydają się dosyć proste w swej wymowie – stwierdzają prawdziwe człowieczeństwo Pana Jezusa („przyszedł w ciele”) i niewiele więcej. Na czym polega więc problem? Otóż próbuje się znaleźć w nich uzasadnienie tego, iż nasz Zbawiciel nie tyle jest Chrystusem, który przyszedł w ciele, ale jest Bogiem JHWH, który przyszedł w ciele i każdy kto twierdzi inaczej, posiada ducha antychrysta. W celu uzasadnienia tego twierdzenia podaje się dwa argumenty. Pierwszy z nich bazuje na tym, że Jezus to po hebrajsku Jehoszua/Jeszua, które to słowo w języku hebrajskim ma znaczenie „JHWH, który zbawia”1. Jeśli owo znaczenie tego imienia wstawi się zamiast imienia „Jezus”, to wówczas otrzymamy wyrażenie: „…każdy duch, który uznaje, że JHWH, który zbawia, Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga”. Zmianę widać na pierwszy rzut oka – gdyby w ten sposób oddać ten fragment, to rzeczywiście nauczałby on nas o tym, że na ziemię przyszedł sam Bóg JHWH, który przyjął ludzkie ciało. Każdy, kto by temu zaprzeczał, posiadałby wówczas ducha antychrysta. Czy taka argumentacja jest poprawna z biblijnego i logicznego punktu widzenia? Niestety dla trynitarian, nie da się jej w sensowny sposób obronić. Przede wszystkim należy zauważyć, że tekst grecki nie zawiera słów „JHWH który zbawia, Chrystus, przyszedł w ciele”, lecz słowa „Jezus Chrystus przyszedł w ciele”. Hebrajskie imię Jehoszua może samo w sobie mieć znaczenie „JHWH, który zbawia” (bądź: „JHWH jest zbawieniem”) jednak greckie Jesous już takiego znaczenia nie posiada, Jan pisał przecież do Greków a nie do Hebrajczyków. Nie było dla Jana żadnym problemem aby napisał po grecku: pan pneuma ho homologei JHWH hos sodzei Christon en sarki eleluthota („każdy duch, który wyznaje JHWH, który zbawia, Chrystusa w ciele przybyłego”).2 Jeśli zaś Jan nie chciałby używać tetragramu, wówczas mógłby przykładowo użyć takiej konstrukcji: pan pneuma ho homologei ton Kyrion hos sodzei Christon en sarki eleluthota („każdy duch, który wyznaje Pana, który zbawia, Chrystusa w ciele przybyłego”).

W takiej sytuacji mielibyśmy mocniejszy sygnał dla czytelnika, że Bóg Starego Testamentu przyszedł na świat w ciele. Jednakże Jan nie oddał tego fragmentu w taki sposób, stąd warto pamiętać, że wstawianie do tekstu natchnionego słów „JHWH, który zbawia” zamiast imienia „Jezus” (które w grece nie ma takiego znaczenia) jest zabiegiem niezbyt rzetelnym i z punktu widzenia uczciwości chrześcijańskiej mocno wątpliwym. Ponieważ greckie Jesous nie posiada tego znaczenia co hebrajskie „Jeszua/Jehoszua”, każdy „Grek” czytając to słowo nie miał takich skojarzeń, jakie mógłby ewentualnie mieć Żyd. Jest to o tyle istotne, że apostoł Jan pisał swoje listy oraz Ewangelię pod koniec pierwszego wieku3 i w opinii biblistów jego adresatami byli głównie poganie. Dlatego właśnie w pismach Jana mamy rzadko spotykaną w innych miejscach tendencję wyjaśniania różnych pojęć żydowskich, o których zapewne adresaci mieli niewielkie pojęcie, jeśli nie żadne. Spójrzmy na poniższe przykłady:

J 1:38 (BW)
38. A gdy Jezus się odwrócił i ujrzał, że idą za nim, rzekł do nich: Czego szukacie? A oni odpowiedzieli mu: Rabbi! [to znaczy: Nauczycielu] gdzie mieszkasz?

J 1:41 (BW)
41. Ten spotkał najpierw Szymona, brata swego, i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza [to znaczy: Chrystusa].

J 1:42 (BW)
42. I przyprowadził go do Jezusa. Jezus, spojrzawszy na niego, rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazwany Kefas [to znaczy: Piotr].

J 4:9 (BW)
9. Wtedy niewiasta samarytańska rzekła do niego: Jakże Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, o wodę? [Żydzi bowiem nie obcują z Samarytanami].

J 4:25 (BW)
25. Rzekła mu niewiasta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz [to znaczy Chrystus]; gdy On przyjdzie, wszystko nam oznajmi.

J 9:7 (BW)
7. I rzekł do niego: Idź i obmyj się w sadzawce Syloe [to znaczy Posłany]. Odszedł tedy i obmył się, i wrócił z odzyskanym wzrokiem.

J 19:13 (BW)
13. Piłat tedy, usłyszawszy te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na krześle sędziowskim, na miejscu, zwanym Kamienny Bruk, a po hebrajsku Gabbata.

J 19:17 (BW)
17. A On dźwigając krzyż swój, szedł na miejsce, zwane Trupią Czaszką, co po hebrajsku zwie się Golgota,

J 20:16 (BW)
16. Rzekł jej Jezus: Mario! Ona obróciwszy się, rzekła mu po hebrajsku: Rabbuni! Co znaczy: Nauczycielu!

Wnioski wypływające z tych tekstów są dość oczywiste: Jan pisał do ludzi nieobeznanych z kulturą i językiem żydowskim, tłumacząc im zwyczaje oraz terminy żydowskie. Czasami dotyczyło to rzeczy w sumie mało istotnych, a czasami wydawałoby się, że oczywistych – na przykład informacja o tym, że słowo „Mesjasz” to „Chrystus”. Trudno byłoby uwierzyć, że w tekście o dużo większym ciężarze gatunkowym, jakim jest 1J 4:1-3, autor miał na myśli nie tyle greckie znaczenie imienia Jezus, lecz jego hebrajski odpowiednik, i nie przekazał tego w sposób oczywisty dla czytelnika, albo przynajmniej nie pokusił się o próbę wytłumaczenia tak istotnego terminu. Szczerze wątpię, by w tak znaczącej dla naszego zbawienia sprawie, Bóg dawał nam zagadki, o których nawet nie wiemy, że są zagadkami, a jeśli się tego nie domyślimy, to znajdziemy się w Gehennie. Sądzę, że Bóg jest w stosunku do nas uczciwy, bo taka jest Jego natura i jeśli coś jest istotne dla naszego zbawienia, to nie jest to przedstawione w sposób tak szalenie zakamuflowany, że nikt nie ma o tym pojęcia przez prawie dwa tysiące lat.

W całej tej sprawie ważne jest także to, że poza nielicznymi wyjątkami w przekładach na języki docelowe imiona, osób tłumaczy się poprzez transliterację a nie poprzez znaczenie. Dlatego w naszych Bibliach jest Jozue – a nie „Jahwe, który zbawia”, czy też Elihu – a nie „On jest Bogiem”. Gdybyśmy wstawiali zamiast imion osób ich oryginalne znaczenie, dochodzilibyśmy w tłumaczeniu do absurdalnych wniosków, co można zilustrować na poniższym wersecie:

Pwt 31:7 (BW)
7. Potem przywołał Mojżesz Jozuego i rzekł do niego na oczach całego Izraela: Bądź mocny, bądź odważny, gdyż ty wejdziesz z tym ludem do ziemi, którą Pan przysiągł dać ich ojcom, i ty im ją oddasz w dziedziczne posiadanie.

Pwt 31:7
7. Potem przywołał Mojżesz „Jahwe, który zbawia” i rzekł do niego na oczach całego Izraela: Bądź mocny, bądź odważny, gdyż ty wejdziesz z tym ludem do ziemi, którą Pan przysiągł dać ich ojcom, i ty im ją oddasz w dziedziczne posiadanie.

Ponieważ imię Jozue to właśnie hebrajskie Jehoszua, więc zamieniając je w sposób analogiczny do tego, jak czynią to niektórzy trynitarianie w 1Jana 4:3, otrzymujemy zdanie, w którym Mojżesz przywołuje Boga JHWH na oczach całego Izraela i zachęca Go do bycia odważnym. To chyba jednak nie jest zbyt dobry pomysł…

Drugi argument przytaczany przez trynitarian bazuje na słowach Jana dotyczących wszelkiego/każdego ducha. Twierdzi się, że gdyby chodziło tylko o to, że Pan Jezus przyszedł w ciele, to ów test nie mógłby być testem prawdziwym, ponieważ „przechodziłyby go” wszelkie heretyckie zdaniem trynitarian unitariańskie ruchy, a także ateiści, muzułmanie czy hinduiści, wierzący w historyczność osoby Jezusa.4 Dlatego musi on mówić o czymś więcej niż jedynie o uznaniu tego, że Pan Jezus przyszedł w ciele. Owe „coś więcej” to właśnie wstawienie zamiast imienia Jezus, wyrażenia równoważnego ze znaczeniem tego imienia – „Jahwe, który zbawia”. Wtedy ów test ma spełniać faktycznie swą uniwersalną rolę, wykluczając wszystkie zwodnicze duchy. Jednakże takie podejście niesie z sobą kilka problemów, a niektóre z nich wydają się być nierozwiązywalne dla zwolenników powyższej argumentacji. Zacznijmy od tego, że słowa „każdy/wszystko” (πᾶσ/πᾶσα/πᾶν pas/pasa/pan) nie zawsze należy rozumieć w sensie „matematycznym” i dotyczy to zarówno greki jak i każdego innego języka. Przykładów na to jest bardzo dużo, ot choćby pierwsze z brzegu fragmenty Nowego Testamentu:

Mt 2:3 (BW)
3. Gdy to usłyszał król Herod, zatrwożył się, a z nim cała (pasa) Jerozolima.

Mt 3:5 (BW)
5. Wtedy wychodziła do niego Jerozolima oraz cała (pasa) Judea i (pasa) okolica nadjordańska.

Oczywistym jest, że byli ludzie, którzy się nie zatrwożyli oraz tacy, którzy nie wychodzili do Jana Chrzciciela – choćby dzieci. Mateusz generalizuje, chodzi mu bardziej o to, że wielkie masy ludzi dorosłych czyniły to, co opisuje w swej relacji.

O tym, że pas/pasa/pan nie zawsze dotyczy absolutnie wszystkich z danej grupy, widać także w niektórych wypowiedziach samego Jana. Spójrzmy na ten przykład:

1J 3:9 (BT V)
9. Każdy (pas), kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże, taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.

Bywa, że osoby narodzone z Boga grzeszą, bywa, że w pewnym okresie życia jest to u nich stan ciągły, a upamiętanie następuje dopiero po paru lub parunastu latach. Zdarza się także, że takie osoby całkowicie i na zawsze odchodzą od Boga i stają się uczestnikami „drugiej śmierci”.5 Nie można więc w tym przypadku słowa pas („każdy/wszyscy”) rozumieć w znaczeniu absolutnym. Gdybyśmy chcieli bowiem potraktować ten termin podobnie jak czynią to zwolennicy „testu Jana” w 1J 4:1-3, to musielibyśmy stwierdzić, że każdy kto zaparł się Chrystusa po swoim nawróceniu nigdy nie był nowonarodzony, ponieważ absolutnie żaden nowonarodzony nie grzeszy. Dla niektórych zwolenników nauki Kalwina może jest to przekonywujące, lecz dla całej masy chrześcijan wierzących w utracalność zbawienia, pogląd taki jest nie do przyjęcia.

Podobnie ma się sprawa z innym tekstem, który wyszedł spod pióra apostoła Jana:

1J 4:7 (BT V)
7. Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy (pas), kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga.

W tym przypadku również słowo pas nie ma wydźwięku absolutnego. Zdarza się bowiem nawet wśród niewierzących, że niektórzy ludzie przechodzą przez życie z ogromną dozą miłości, również do nieprzyjaciół. Gdybyśmy zastosowali tutaj podobny mechanizm „testu” jak w 1J 4:1-3, wówczas musielibyśmy stwierdzić, iż absolutnie każdy kto miłuje jest narodzony z Boga. Nawet jeśli nie wierzy w Chrystusa.

Takich fragmentów można znaleźć w Piśmie stosunkowo dużo, lecz nawet ta niewielka liczba dowodzi tego, że nie zawsze słowo pas/pasa/pan oznacza każdego lub wszystkich w sensie absolutnym. Ktoś jednak może jednak słusznie zauważyć, że pomimo prawdziwości powyższego wniosku, dość często słowo to przecież wskazuje na dokładnie wszystkich i dlaczego nie mamy nadać mu takiego znaczenia właśnie w 1J 4:1-3? Otóż powody, by tego czynić, są na tyle poważne, że wykluczają takie zrozumienie słowa pan w tym konkretnych wersetach. Gdybyśmy bowiem wstawili zamiast słowa „Jezus” wyrażenie „JHWH, który zbawia” i nadali terminowi pan wydźwięk absolutny, to i tak „testu” nie przechodzą ci, którzy są uznawani przez trynitarian za heretyków. Innymi słowy, nawet niektórzy z tych, którzy są heretykami, i za którymi podobno stoi duch antychrysta, mogą powiedzieć, że „JHWH, który zbawia” przyszedł w ciele. A jeśli tak jest w istocie, to test proponowany przez trynitarian jest błędny z samego swego założenia. Oto przykłady, że tak właśnie jest:

1. Kościół rzymskokatolicki prawowiernie wierzy, że Pan Jezus jest JHWH i że przyszedł w ciele, zatem przechodzi przez ten test. Wynika zatem, że nie stoi za nim duch zwodniczy, lecz duch „z Boga”. Oczywiście, jest to nie do przyjęcia dla niektórych skrajnych, ewangelicznych zwolenników „testu Jana”, w związku z tym próbują oni przekonywać, że rzymscy katolicy nie przechodzą testu, ponieważ nie wierzą w to, że Pan Jezus przyszedł, ale wierzą, że cały czas przychodzi.6 Jest to bardzo wykrętna odpowiedź już na pierwszy rzut oka. Albowiem „test Jana” nie stwierdza, że mamy wierzyć, że Pan Jezus przyszedł w ciele i już nigdy nie przychodzi. Mamy wierzyć jedynie w to, że „przyszedł w ciele”, co rzymscy katolicy z ochotą przyznają. Prosty test „testu” dowodzi tego, że członkowie KRK jak najbardziej wychodzą z całej tej próby zwycięsko:

  • Czy uznają, że Jezus jest JHWH?

  • Czy uznają, że Jezus jest Chrystusem?

  • Czy uznają, że przyszedł w ciele?

Odpowiedź twierdząca oznacza, że „test Jana” został zaliczony. Każdy świadomy rzymski katolik odpowie zaś na te pytania twierdząco…

Mało tego, gdyby posługiwać się logiką, którą prezentują w tym miejscu zwolennicy „testu Jana” ze środowisk ewangelicznych w stosunku do rzymskich katolików, to wówczas oni sami nie przechodzą tego testu. Jeśli bowiem pada zarzut, że tekst naucza o tym, iż Pan Jezus przyszedł w ciele, a katolicy wierzą, że w dalszym ciągu przychodzi, to niestety ale ewangeliczni mają problem. Oni także bowiem nie wierzą w to, że Pan Jezus przyszedł w ciele i nigdy więcej nie przychodzi. Wierzą bowiem w to, że Pan Jezus, co prawda, nie pojawia się w hostii, jednak jak najbardziej przyjdzie drugi raz w ciele. Różnica pomiędzy nimi a rzymskimi katolikami polega jedynie na ilości tych przyjść i na ich naturze, ale nie na samym fakcie ponownego przyjścia/przychodzenia. A zatem nie przechodzą testu, który sami proponują. Mało tego, tak naprawdę w myśl tej logiki, testu nie przechodzi nikt, kto wierzy w powtórne przybycie naszego Zbawiciela. Wygląda na to, że jedynymi, którzy mogą to uczynić są ci, którzy nie wierzą, że przyjdzie po raz drugi…7

2. Ten specyficznie rozumiany „test Jana” przechodzą także modaliści, a więc osoby twierdzące, że Bóg jest jedną osobą, która przejawia się w trzech „odsłonach” – w Ojcu, w Synu, oraz w Duchu Świętym. Wierzą oni jak najbardziej w to, że Pan Jezus jest JHWH, który przyszedł w ciele i że jest Chrystusem (Mesjaszem). Spełniają zatem kryteria „testu”. Wygląda więc na to, że ich „duch” jest z Boga. Oczywiście, to także nie podoba się niektórym domorosłym apologetom trynitarnym, więc zaprzeczają owemu zaliczeniu, twierdząc że tekst mówi o Chrystusie, czyli Namaszczonym, a Namaszczonego musiał ktoś namaścić, czemu modaliści ponoć zaprzeczają. Jest to jednak kolejna próba ucieczki od oczywistych wniosków płynących z tekstu. Test Jana bowiem nie zawiera w sobie nakazu wiary, że Pana Jezusa ktoś inny namaścił, lecz zawiera co najwyżej nakaz wiary, że jest On Chrystusem i tylko tyle. Modaliści nie zaprzeczają temu w żadnym wypadku, a kwestia tego, kto i w jaki sposób Chrystusa namaścił jest sprawą przez Jana nie poruszaną – w związku z tym, nie należy do kryteriów testu. Wniosek – modaliści odpowiedzą twierdząco na każde z poniższych pytań:

  • Czy uznają, że Jezus jest JHWH?

  • Czy uznają, że Jezus jest Chrystusem?

  • Czy uznają, że przyszedł w ciele?

Potrójne tak – test został zaliczony.

3. Co ciekawe, ten test przechodzą także… mormoni, czyli członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich. Wierzą oni bowiem w to, że Pan Jezus to JHWH ze Starego Testamentu, który stał się w pełni człowiekiem. Wierzą także w to, że został On namaszczony jako Mesjasz przez Ojca, tak więc tutaj nawet odpada zarzut stawiany modalistom.

  • Czy uznają, że Jezus jest JHWH?

  • Czy uznają, że Jezus jest Chrystusem?

  • Czy uznają, że przyszedł w ciele?

Na te pytania także pada odpowiedź twierdząca. Mormoni zaliczają więc „test Jana”.

4. Herbert Armstrong był człowiekiem, który założył Worldwide Church of God, Kościół, który po jego śmierci podzielił się na społeczności wierne nauczaniu Armstronga oraz na społeczność, która zmieniła poglądy na charakterystyczne dla Kościołów ewangelicznych. Zarówno WCoG jak i teraźniejsze społeczności wierne nauczaniu swego założyciela są uważane za kulty, jednak i one przechodzą „test Jana” rozumiany w sposób podany na początku tego artykułu.

  • Czy uznają, że Jezus jest JHWH?

  • Czy uznają, że Jezus jest Chrystusem?

  • Czy uznają, że przyszedł w ciele?

Na wszystkie trzy pytania pada odpowiedź: „tak”.8

Wnioski z tych kilku przykładów wydają się być oczywiste. Teza jakoby „test Jana” miał stanowić uniwersalny „miecz”, który definitywnie i sztywno oddziela duchy zwodnicze od Ducha Prawdy nie broni się w świetle faktów. Według konserwatywnego środowiska ewangelicznego, w którym pojawia się owa interpretacja, „testu Jana” żaden ruch heretycki nie powinien przejść. Są jednak takie, które przechodzą. To wszystko świadczy o tym, że Jan pisząc swe słowa nie miał na myśli tego, co rozumieją dzisiaj zwolennicy jego powyżej opisanej wykładni.

Dodatkowo, według dostępnych mi informacji, ani razu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie użyto tego tekstu jako „testu” w proponowanym przez niektórych trynitarian kontekście. A był to okres gdy spory chrystologiczne były najgorętsze. Wynikałoby z tego, że nikt nie znał prawdziwego znaczenia tego „testu” aż do dzisiejszych czasów, podczas gdy nie ulega wątpliwości, iż taki test byłby arcyważny z teologicznego punktu widzenia. To też jest pośredni dowód na nieprawdziwą interpretację 1J 4:1-3 proponowaną przez niektórych chrześcijan ewangelicznych.

Jak zatem rozumieć ów fragment? Przede wszystkim, trzeba wziąć pod uwagę historyczny kontekst, a konkretnie gnostycki doketyzm, który zaprzeczał rzeczywistemu człowieczeństwu Pana Jezusa. Gnostycyzm w opinii historyków był najpoważniejszym problemem – problemem, który rozsadzał pierwotny Kościół od wewnątrz. W opinii większości komentatorów9 zarówno w Ewangelii Jana, jak i w Listach tego apostoła, znajdujemy mniej lub bardziej otwartą polemikę z gnostycyzmem. Jego przedstawiciele, dokeci, nauczali albo o braku realnego ciała ludzkiego Pana Jezusa, albo o tym, że przed ukrzyżowaniem niebiański Chrystus opuścił człowieka, w którego się wcielił. W obydwu przypadkach istotą tego poglądu było zaprzeczenie realnej śmierci człowieka Jezusa Chrystusa, co skutkowało w rzeczywistości zaprzeczeniem Jego ofiary, bez której nie ma mowy o przebaczeniu grzechów ludzkości. Dlatego właśnie ta idea była tak destrukcyjna i pochodziła wprost z ducha antychrysta – zaprzeczała okupowi i ofierze złożonej za Adama i jego potomków. Ponieważ uderzała w samo serce chrześcijańskiej nauki, nie dziwią zatem wyjątkowo ostre słowa apostoła Jana. Wydaje się, że takie zrozumienie, podzielane zresztą przez wielu komentatorów, jest najbardziej zgodne zarówno z historią jak i z samym tekstem. Natomiast wyżej omówiona nowatorska idea spojrzenia na ten fragment, proponowana przez niektóre środowiska ewangeliczne, wymaga po pierwsze ingerencji w tekst Pism, co już samo w sobie jest działaniem szalenie ryzykownym, a dodatkowo – nie broni się podczas konfrontacji z faktami oraz logiką.

Przypisy

1 Słowniki i Leksykony różnie definiują słowo יְהוֹשׁוּעַ (Jehoszua) lub też יֵשׁוּעַ (Jeszua). Według BDB oznacza ono „JHWH jest zbawieniem” lub też „JHWH jest bogactwem”. Zob. F. Brown, S.R. Driver, C.A. Briggs, A Hebrew and English Lexicon of the Old Testament, str. 221.

2 Wstawienie do tekstu greckiego hebrajskiego tetragramu nie byłoby czymś aż tak bardzo niezwykłym. W niektórych manuskryptach Septuaginty, z której autorzy NT czerpali obficie zdarzały się przypadki używania imienia JHWH w tekście greckim.

3 Podobnie datowana jest Ewangelia Jana oraz Objawienie – zob. M.C. Tenney, Przegląd Nowego Testamentu, str. 188, 354, 362, 363.

4 W rzeczywistości, ani ateiści, ani muzułmanie czy hinduiści nie przechodzą tego testu. Co prawda, mogą oni wierzyć w historyczność osoby Jezusa, jednak nie uznają Go za Chrystusa, czyli Mesjasza, o którym tekst wspomina.

5 Hbr 6:4-6; 10:28-30.

6 Część chrześcijan ewangelicznych uważa, że Jezus, w którego wierzą katolicy to inny Jezus, Jezus „eucharystyczny”, objawiający się w hostii. Jest to jednak tak absurdalna nauka, że trudno ją brać na poważnie. Większość chrześcijan ewangelicznych ma bowiem dokładnie takie samo spojrzenie na trójjedynego Boga oraz na chrystologię jak rzymscy katolicy.

7 Jako ciekawostkę można potraktować także to, że tak rozumianego „testu Jana” nie przechodzą Kościoły prawosławne oraz… luteranie. Ci ostatni, co prawda, nie wierzą w przeistoczenie (transsubstancjację), jednak wierzą w realną obecność Pana Jezusa w chlebie i winie.

8 Oprócz poszczególnych wyznań, „test Jana” przechodzą także indywidualne osoby powszechnie uznawane w konserwatywnych kręgach chrześcijan ewangelicznych oraz zielonoświątkowych za zwodzicieli i fałszywych proroków. Do tych osób można zaliczyć Kennetha Hagina, Kennetha Copelanda czy też Benny Hinna. Dla nich wszystkich Pan Jezus to Mesjasz, JHWH który przyszedł w ciele. Pomimo zaliczenia „testu Jana” uznawani są za osoby, za którymi stoi fałszywy duch, dlatego też stanowią oni kolejny dowód na to, że „testu Jana” nie należy rozumieć jako uniwersalnego i absolutnego.

9 Zob. A. T. Robertson, Word Pictures in the New Testament, par. 7817, 7870.